piątek, 2 grudnia 2016

Zła Matka

Czasem moje dzieci są jak anioły - oprócz czystego ubrania, ciała i pokoju mają też grzeczne myśli, wręcz nienagannie się zachowują i tylko je ściskać i kochać. Wtedy mniej lub bardziej obcy ludzie (tudzież spoza najbliższego grona) zachwycają się nimi jak ósmym cudem świata (a w sumie to ósmym i dziewiątym...).

Ale czasem moja dzieci to diabły wrodzone - i niech Was nie zmylą czyste ubrania, ciała i pokoje. Nie wiem co wtedy moje dzieci mają w głowach, co sobie "mądrego" myślą ale zachowują się tak, że tylko je sprzedać na rynku. I wtedy nikt obcy już się nie zachwyca. Wtedy ja jestem Złą Matką, a moje dzieci to owej Matki ofiary.


Poranek z zeszłego tygodnia
Dziewczynki wstały równo z budzikiem, bez problemu się ubrały, umyły, pozwoliły uczesać. 10 minut przed czasem były gotowe do wyjścia do przedszkola - to i się jeszcze trochę pobawić zdążyły. W drodze do - elegancko! Za rączkę, omijały kałuże, opowiadały jakieś dziecięce głupotki, liczyły samochody. W szatni - szybciutko! eL. przebierała ciuchy, Em. grzecznie czekała. "O, jakie mają ładne fryzury, pani to się musi z rana napracować!" "Ha ha, ale ta malutka jest dzielna, tak wcześnie wstawać." "Ooo, ale się przytulają..." "Jakie one słodkie..."- wzdychał ustami obcy tłum mam, babć i innych pań...

Dzisiejszy poranek
Baby stwierdziły, że pierdzielą budzik. I o ile Em. sama w końcu wstała bo siku, o tyle eL. musiałam podejść szantażem emocjonalnym. Szantaż zadziałał i po 10 minutach cichej walki eL. wzięła się w garść nadrabiając stracony czas. Za to Em. stwierdziła, że dziś będzie wszystko "ja siama" - te ciuchy be, nie dotykaj mnie, idź, zostaw, sio, rozrzucę wszystko po pokoju albo uderzę cię Zła Matko, bo tak sobie wymyśliłam i już! Zła Matka nie pozwoliła, nie miała czasu tłumaczyć zawziętemu maluchowi że to zupełnie nie jest pora na "ja siama". Maluch nie został dłużny - histeryczny ryk zapewne obudził połowę klatki (tą, która się jakimś cudem nie obudziła na krzyki "ja siama"). No i kot - gdzie jest kot? Bez kota ani rusz, a przepadła, maskotka skubana... Ryk, RYK, RYK! Zła Matka czuła, że zaczynają jej puszczać nerwy, ale brnęła dalej. Kot się odnalazł pod kołdrą. Zły kot, nie ten kot! Bo dziś Em. miała fazę na kota z klocków - takiego małego, co się mieści w kieszeni... No tak, przecież to oczywiste, że leżał schowany w kuchence między sztućcami - jak mogłaś się tego nie domyślić Zła Matko?? Za karę maluch wrócił do łóżka i z pełną premedytacją rozlał marchewkowy sok z butelki na prześcieradło. A masz! 
...
Baby w końcu wyszły z domu. Spóźniona Zła Matka wzięła młodszą na ręce "Tak będzie szybciej, idziemy do auta". "Ja siama!!!" darła się najmniejsza z bab, która mimo astmy ma największy potencjał wokalny w rodzinie... W samochodzie - strajk przed pasami. W przedszkolu - strajk przed schodami ("patrz Zła Matko, będę po chamsku się wlokła najwolniej jak umiem, żeby wszyscy spóźnialscy spóźnili się jeszcze bardziej").  eL. szybciutko przebierała ciuchy, Em. całkiem niegrzecznie stroiła fochy. "Ale ta Zła Matka krzyczy na dzieci..." "Jaka biedna ta malutka, co za Zła Matka..." "Przecież to tylko maleńkie, słodkie dziecko, co ty mu robisz Zła Matko...??" - wzdychał oczami obcy tłum mam, babć i innych pań.

Wróciłam więc do domu przybita. Na pieszo. Bo z emocji zapomniałam, że przecież wzięłyśmy dzisiaj samochód...

A Em. już przeszedł poranny foch i wcale nie chce już "siama". Tuli się, śmiejąc się mówi "siasio cie" co w jej języku znaczy "kocham cię". Zaraz, jak tylko zje śniadanie, będziemy się wesoło bawić i wygłupiać. I będę dla niej Najlepszą Mamą na Świecie!

Ale tego już nie zobaczy wzdychający obcy tłum mam, babć i innych pań...

26 komentarzy:

  1. W tym tygodniu miałam przegląd humorków wszelkich x3. Dziś wzięłam najmłodsza sposobem: warsztaty gliniarskie w przedszkolu. Zanęciłam i poszła. Wspomniałam, że wstała o 5-tej i kanapeczkę z dżemikiem zawołała ZARAZ PO?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszające, że nie tylko nam się trafiają dziecięcy fochy i "widzimisia", prawda? Szkoda tylko, że te osądzające nas osoby już zapomniały jak to jest mieć małe dzieci...

      Usuń
  2. Jaś właśnie zaczyna mieć fazę na "ja siam"... A przegląd ich zachowań to jest jak kalejdoskop, raz się kochają raz nienawidzą, raz całują, raz biją, raz są spokojni, a raz dom rozwalają. Taki urok dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ja siam" jeszcze mnie tak strasznie z równowagi nie wytrąca - chyba się uodporniłam przy pierworodnej ;)
      Ale szlag mnie trafia gdy widzę te wszystkie karcące spojrzenia obcych ludzi - jakbym każde humorki moich dzieci miała przyjmować z uśmiechem na ustach i w ogóle się nie skrzywić. Jakby wszystko wiedzieli. Jakby znali całe moje życie i aktualną sytuację od podszewki. A mi czasem też już brakuje sił i zupełnie nie mam ochoty się cackać przy wchodzeniu po schodach a'la "ja siama"... na przykład...

      Usuń
  3. Znam to - a najczęściej taki zwrot humorzastych akcji następuje w dniu, w którym mnóstwo do załatwienia, terminy, spotkania i ogólne napięcie. One to jakoś wyczuwają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. Choć akurat dziś wstałam naprawdę pełna optymizmu, więc być może były po prostu złośliwe ;)

      Usuń
  4. Mamy takie dni! Sprawdzam wtedy czy w nocy będzie pełnia :) Ostatni tydzień był koszmarny, teraz jest lepiej i mąż się śmieje, że sprawdzi jaka jest obecnie koniunkcja gwiazd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, też zauważyłam ten związek z pełnią. Jak na moje możecie robić tygodniowe plany przewidywanego zachowania dzieci wg gwiazd i mi podsyłać na maila... przynajmniej się psychicznie przygotuję ;)

      Usuń
    2. Wiesz, czas tak szybko ucieka, że sama jestem zdziwiona, że nadeszła kolejna pełnia :)

      Usuń
    3. O Ty, w grafik sobie wpisz, że trzeba koleżanki w potrzebie informować ;) Choć (odpukać, tfu tfu) póki co mam pod skrzydłami dwa anioły ;) ;)

      Usuń
  5. ach to klasyka. ja miałam takich momentów, ba, mam do dzisiaj, kiedy w publicznym daje mi taki koncert, że już słyszę syreny patroli domów opieki dla dzieci z rodzin patologicznych. ale wiesz co? zlewam to. boże, gdybym się miała tym przejmować, bym osiwiała nie w rok, a w godzinę. oczywiście dopóki nie wchodzę w czyjąś intymność. czyli jeśli nie dzieje się to z krzywdą bezpośrednią dla innych. dopóki zatem nie wali mi w mijających nas ludzi, nie rzuca się na nich, nie gryzie ich, to niech sobie patrzą, komentują. chcą mnie komentować i oceniać? niech przeżyją to, co ja. niech wejdą w moje buty teraz. wtedy pogadamy. ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Dzięki :)
      Mąż mi często mówi, że mam właśnie "olać" te wszystkie karcące spojrzenia czy nadgorliwe uwagi - że oni przecież nie wiedzą jak do owej sytuacji doszło (że mam nerwa na dziecko na przedszkolnych schodach). Pracuję mocno nad tym olewaniem, ale z różnym skutkiem. Bo w takich momentach to owa Zła Matka potrzebuje wsparcia i krzepiącego klepnięcia po plecach a nie ostrej szpili. No przynajmniej ja bym się ucieszyła, gdyby jedna z drugą panią powiedziały "ech, skąd ja to znam" albo "jakby co zapraszam na lody, dla relaksu". No wiesz o co mi chodzi... ;)

      Usuń
  6. Ło matko, coś czuję, że za rok będzie u mnie ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, no chciałabym Cię pocieszyć, że wcale nie. Ale tak naprawdę to nikt tego nie wie - jak już ktoś wyżej napisał: dzieci są nieobliczalne!! ;)

      Usuń
  7. U nas podobnie. Junior właśnie zmienia humory co godzinę. Znam ten ból.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zobacz - dzieciom to wolno. A jak my mamy zmienne nastroje to już nam wypominają okres i humorzastość ;)

      Usuń
  8. Oj znam to, mimo, że synek ma niecałe dwa latka.. Ale nie ma się co przejmować innymi.

    Obserwuje bloga, zostaję na dłużej i będzie mi miło, jeśli zawitasz do nas, a jeszcze milej, gdy zaobserwujesz:) sylwiaidzieci.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wiem, ale gdzieś tam i tak serducho boli... ;)
      A zawitam i pozwiedzam :D Bardzo mi miło :D :D

      Usuń
  9. Z tego co zauważyłam to każda matka na którą patrzy się z boku jest ZŁĄ MATKĄ, no ale niestety nie da się każdemu dogodzić... więc nie warto się tym przejmować, najważniejsze żeby być najlepsza dla swoich dzieci, a nie dla jakiś bab :) ja jeszcze nie urodziłam a już słyszę jaka to wyrodna ze mnie matka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, jesz wołowinę? ;) Bo mi się za to oberwało, heh. Miałam strasznie niski poziom żelaza i po prostu rzucałam się na surowe mięso, a na tatar z wołowiny to już w ogóle! Śnił mi się po nocach!! ;) Oj, ale się nasłuchałam... ;)

      Usuń
  10. Każda z nas, ma takie "złe" alter ego i jakoś tak innym ludziom, łatwiej jest je zauważać, zawsze mogą poczuć się lepsi, mądrzejsi. Powiem szczerze, że staram się już nawet nie słuchać tego typu mądrości, po tym jak dowiedziałam się, że głodzę dziecko urodzone dwa tygodnie wcześniej z hipotrofia płodu (a muszę zaznaczyć, że mały był przy cycku non strop i potrzebował jedynie czasu, aby dojść do siebie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja też się już nasłuchałam - moja pierworodna strasznie płakała na ząbki i ciągle słyszałam "co ty jej robisz, że ona ciągle płacze??!?"... Chyba masz rację - każdy chce wyjść na tego najlepszego i najłatwiej jest się porównać do osoby, która ma gorszy dzień.

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. :D i tylko nie wiem, czy to powód do radości, buhaha :D ;)

      Usuń
  12. Moje dzieci maja tak samo, co jest oczywista oczywistoscia, bo dzieci tak sie wlasnie zachowuja, a wiekszosc matek szlag trafia i ja sie zastanawiam jak ta mniejszosc matek co sie dobrymi nazywaja sobie z dziecmi radzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też!!! Mam taką koleżankę, która nigdy, ale to NIGDY nie uniosła się przy nas na swoje dziecko. A to dziecko potrafi zajść porządnie za skórę, słowo daję. I się zastanawiam jak u nich jest za zamkniętymi drzwiami. Czy to taka anomalia, czy kompletnie bezstresowe wychowanie, czy dopiero wtedy wybucha???

      Usuń