W ostatnią sobotę wyprawialiśmy urodziny mojej (już) pięcioletniej Królewny 👸😍.Zabawa, jak zwykle zresztą, była przednia. Wszyscy goście dotarli, świeczki zostały zdmuchnięte, prezenty rozpakowane i... rozpoczęliśmy degustację 😁. Kaszek #Smakija, rzecz jasna 😉. Każdy zainteresowany wybrał smak dla siebie i rozpoczęliśmy grupowe łasuchowanie mlecznych deserów. Mistrzem okazał się mój tato, który zjadł dwie i strzelił focha, że mu nie dałam trzeciej 😉😅😁😁 (zgadnijcie, kto mi wyjadał w dzieciństwie kaszkę ze śniadania... hm hm hm...). Było śmiesznie, zabawnie a przede wszystkim - smacznie! 😋 No a na koniec wszyscy ambitnie wypełnili ankiety. Taką mam grzeczną rodzinę! 👴👵👧👦👨👩👪👍
Zbiór myśli, przemyśleń i domysłów, które siedzą w głowie standardowej kobiety, tudzież żony, matki, córki, przyjaciółki...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadkowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadkowie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 marca 2017
niedziela, 8 stycznia 2017
Zapiski babci / Zapiski dziadka (wyd. Zakamarki)
Macie już prezent dla babci i dziadka? Ich dzień jest tuż tuż!! Jak nie macie, to polecam szybko nabyć świetne książeczki - pamiętniki, poświęcone własnie im! Dla każdego po jednym 😁👵👴
niedziela, 6 listopada 2016
Jesienna wyprawa po liście
Nareszcie piękny jesienny dzień!
Korzystając z naprawdę ładnej pogody pojechałyśmy we trzy do moich rodziców na liściaste polowanie - jesteśmy w trakcie robienia zielnika. Nie pochwalę się jak nam idzie, bo to zielnik na konkurs do przedszkola - strzeżemy go przed konkurencją ;) Jak nam wyszło oczywiście opiszę, ale dopiero gdy skończy się listopad - wtedy też musimy oddać zielnik do przedszkola.
Póki co, bardzo proszę - kilka przesympatycznych zdjęć z dzisiejszego liściobrania:
wtorek, 31 maja 2016
Perypetie z sąsiadami cz.1
Kolejny długi, ciepły, rodzinny weekend na działce za nami. Mimo, że było świetnie, to nie do końca wróciłam do miasta zrelaksowana. Bo trafiła nam się kolejna sąsiedzka afera... Dziś bez słodzenia - opowiem Wam konkretnie w czym rzecz.
Mamy na działce sąsiada. Ba, mamy mnóstwo sąsiadów, ale ten jest... hm... wyjątkowy. Graniczymy ze sobą płotem, działka obok działki. Oboje mamy działki od samego początku ich istnienia, więc dobre 30 lat. Mój sąsiad jest synem swoich rodziców, czyli w tym wypadku prawowitych właścicieli (a w sumie to dzierżawców - bo tak na działkach właśnie jest). Z tym, że rodzice od kilku lat zaczęli coraz rzadziej przyjeżdżać, a w tym roku - przede wszystkim z powodu choroby - nie pojawili się ani razu. Natomiast ich syn, czyli mój sąsiad, pojawia się. Niestety często.
czwartek, 3 marca 2016
Em. nie chce iść spać!
Rozbawiło mnie dziś moje młodsze dziecko. A co tam, opiszę Wam :)
Na popołudnie mieliśmy u nas babcię - ja musiałam wyskoczyć na zebranie do przedszkola. No i rozbrykały się z babcią moje baby. Em. w dodatku odkryła, że już jest na tyle duża aby się wdrapywać na krzesełko. Jak i również odkryła bezpieczne schodzenie z niego. Strasznie jej się spodobała ta aktywność fizyczna, przez co była ruchomo nie do opanowania. Rozumiecie - niby grzeczna i kochana, a normalnie małe tornado.
Miałam nadzieję, że kąpiel ją trochę uspokoi i przygotuje do snu, ale gdzie tam... Co prawda piżamę dała sobie ubrać bez żadnych nadprogramowych akcji, lekarstwa zjadła łakomie jak zawsze, ale na łóżko się wypięła - wręcz dosłownie.
U nas wieczorem czytamy dzieciom bajki. Em. już jest zapakowana bezpiecznie do łóżeczka (bo chce nadgorliwie przewracać strony), a eL. siedzi na poduchach/maskotkach pod łóżeczkiem z jakimś dorosłym no i czytamy sobie. Dziś babcia postanowiła zostać na czytanie, więc ona została dorosłym zalegającym na podłodze :)
A Em. co? Zamiast ładnie pić mleczko i oglądać obrazki - rzucała babci na głowę wszystkie osobiste misie. Potem się tych misiów intensywnie domagała. Gdy w końcu zostały jej (chwilowo) zabrane, w ramach protestów zdjęła piżamę i zakopała ją w kołdrze. I w samych pieluchomajtkach zaczęła sobie stawać na głowie (mówiłam - dosłownie wypięła się na łóżeczko...!).
Wpakowałam ją z powrotem w piżamę (strasznie to ciężkie, gdy się pakunek ugina pod wpływem histerycznego śmiechu), wcisnęłam butlę i kazałam spać (bajka w między czasie dobiegła końca i babcia się ewakuowała). Na to ona sru butelką (i ja się dziwię skąd mamy takie zacieki na ścianie...?) i zaczęła wychodzić tyłem z łóżeczka. Szkoda tylko, że zapomniała o szczebelkach... W rezultacie utknęła z nogami poza łóżeczkiem i nawet nie mogłam jej początkowo pomóc - uparcie nie chciała swych dorodnych kończyn wsadzić z powrotem...
No a potem to się jeszcze przeszłam kilka razy podać jej smoczka...
I przeproszoną butlę z mlekiem...
I oddać misie...
I w końcu utulić do spania...
No bo przecież kocham ją szalenie!!
I tylko w głowę zachodzę, jak eL. może przy tym wszystkim sobie słodko spać... Nawet brewka jej nie pyknie - nie wzrusza jej żaden hałas made by siostra. Szok!
![]() |
| Zdjęcie z innej nocnej akcji. Ale i łóżeczko się zgadza. I pakunek ;) |
sobota, 6 lutego 2016
Bardzo proszę o ciszę!
Moja myśl na dziś - ludzie nie lubią ciszy.
I specjalnie dla Was z wielką ochotą myśl tę rozwinę ;)
Byliśmy dziś na obiedzie u teściów. Wszystko było cacy, obiad jak zwykle pierwsza klasa, a po obiedzie Em. tradycyjnie zachciało się spać (zazwyczaj jeszcze śpi dwa razy dziennie). Moi teściowie mieszkają w domku jednorodzinnym z otwartą kuchnią - jak się w niej sprząta to słychać wszędzie. A jak gada - to jeszcze gorzej. A jak gada mój teść - to nikt nie ma szansy zasnąć...
Em. nie była specjalnie przyzwyczajana do ciszy, ale myślę że obie z eL. mają słuch po mnie. Nie tylko muzyczny, ale bardzo wrażliwy. Cała nasza trójka ma problemy z zaśnięciem w hałasie. No oprócz ekstremalnych sytuacji, jak np. ciąża (kiedyś o tym pisałam na fb - prawie na samiutkim początku - ale właśnie zobaczyłam, że wpis zniknął... domyślam się dlaczego i chyba go ponowię). Wychodzę również z założenia, że sen dziecka to rzecz święta. Nie dość, że jest bardzo potrzebny do regeneracji małego organizmu, to głęboko wierzę, że dzieci, które dobrze śpią zdrowo też rosną. Dlatego dbamy, aby nasze dzieci mogły się spokojnie wysypiać - i w dzień i w nocy.
Wróćmy jednak do teścia. Jest to już pan w tzw. szanowanym wieku, trochę niedosłyszy i ma tendencję do krzyczenia zamiast mówienia. Nie ze złych intencji - po prostu dudni głosem. Tak więc Em. próbowała zasnąć, a teściowa próbowała uciszyć dziadka. Średnio skutecznie... W końcu trochę obrażony zawinął się na osobistą drzemkę.
Nie wyciągajcie pochopnych wniosków, że teraz będę bluzgać obelgami. Wręcz przeciwnie! Ja naprawdę potrafię zrozumieć jego dyskomfort - przecież był u siebie w domu, a ciągle go ktoś uciszał. Mój teść jest GŁOŚNYM człowiekiem i już. Trochę mnie jednak denerwuje fakt, że nie potrafi zrozumieć, że inni wolą CISZĘ.
Właśnie! Bo o ciszę się rzecz rozchodzi. Pamiętacie, kiedy ostatni raz byliście W CISZY?? Nie dlatego, że Wy nie gadaliście, ale zwyczajnie było cicho dookoła. Rozumiecie - bez muzyki, bez TV, bez ruchu drogowego, bez bzyczenia owadów, bez szczekania psów, bez odgłosów maszyn, bez szumu wody? Większość standardowych ludzie nie umie żyć w ciszy. Męczy ich. Zastrasza. Doprowadza do obłędu.
A ja ciszę kocham!! Może dlatego, że słyszę za dużo (mam prawdziwy słuch muzyka, w dodatku trochę podszkolony na studiach, przez co np. nie postrzegam muzyki tak jak nie-muzyk) i często dźwięki mnie bolą. A może mam takie usposobienie. Akurat tego już nie analizuję - tak mam i już.
Koszmarem od zawsze było dla mnie spanie. Szczególnie przy osobie chrapiąco-sapiącej. Już w podstawówce potrafiłam wyemigrować w nocy do łazienki i spać w wannie, byle tylko nie słyszeć mega chrapiącego taty...! Obecnie, od kilku lat, śpię w stoperach - noc w noc. Bez nich nie zasnę, nie ma szans. Zdaję sobie sprawę, że one nie zapewniają mi ciszy a po prostu odgradzają od większości hałasów (które nie wytwarzają drgań). Jednak to dzięki nim i szumowi który powodują w uszach potrafię się odprężyć i w końcu zasnąć (jak ktoś ma problemy ze snem - polecam. A nuż to brak ciszy Was denerwuje a nie np. życiowe problemy...?).
I bardzo proszę - oto moja lista dźwięków i hałasów (?) wściekle mnie irytujących:
- głośna muzyka, a raczej dudnienie z tej muzyki, u sąsiadów zza ściany (szczególnie w ciepły dzień, gdy by się chciało otworzyć okno i posłuchać odrobinę przyrody...)
- j.w. ale w samochodach, które sobie chwilowo parkują u nas pod balkonem, często tylko po to chyba, żeby mnie zdenerwować
- jęczenie dzieci
- trzaskanie drzwiami (szczególnie na klatce schodowej - niesie się jak diabli)
- silnik motoru, który stoi i się rozgrzewa (???)... wcześnie rano albo późno wieczorem... pod naszym oknem w sypialni...
- buczenie/muczenie naszej osobistej wściekłej krowy
- chrapanie/sapanie
- głośne mówienie gdy nie ma ku temu potrzeby (bo np. nie trzeba niczego/nikogo przekrzyczeć)
- tandetne zabawki o morderczych dla ucha melodyjkach
- przewracanie stron książki szorstkimi paluchami (coś jak skrobanie paznokciem po tablicy....... brrr)
- ujadanie i szczekanie psa zostawionego na długo samego w domu
- pękanie balonu (również wielkie brrrrrr)
Jakbym dobrze się zastanowiła, to bym pewnie jeszcze sporo wymyśliła. I nie bez powodu głośna, dudniąca muzyka jest na miejscu pierwszym. Długo walczyłam z sąsiadami o prawo do ciszy we własnych czterech kątach. Matko jedyna, co to była za męczarnia!! Myślę, że pokontynuuję ten wątek w jakimś kolejnym wpisie - bo może i ktoś inny ma podobny problem.
Tak czy owak - bardzo szanuję ciszę i prawo drugiego człowieka do niej. I myślę, że to właśnie życie w ciągłych hałasach powoduje, że człowiek żyje w coraz to większym zdenerwowaniu i chaosie wewnętrznym.
A jak jest u Was?
Jest coś, co Was wnerwia tak,
że macie ochotę zaszyć uszy...??
Ps. Jak ktoś nie zna Ahmeda, Martwego Terrorystę, to serdecznie polecam: KLIK. A jak ktoś zna, ale się stęsknił - to też śmiało klikajcie :D :D
środa, 9 grudnia 2015
Równouprawnienie w wychowaniu dzieci
Od czego by tu zacząć, żeby nie wyszło tak od razu na jaw, że znów narzekam...
Na Mikołajki eL. dostała od Mikołaja-seniora domek z piernika do złożenia i udekorowania (duża szansa, że widzieliście takowy, bo pełno ich było w sklepach). Ucieszyła się bardzo i chciała go składać od zaraz. Dałam radę jej wytłumaczyć, że to działka tatusia i poczekamy na lepszy dzień (na przykład weekendowy), kiedy tata będzie w domu i sobie zrobią to arcydzieło wspólnie.
I się zaczęło!
Oczywiście eL. luzik - to mądre dziecię i rozumie takie sprawy (ze mną klepie kotlety, z tatą robi ciacha).
Ale moja mama - nie będę ukrywać, no podniosła mi ciśnienie...!
Najpierw litowała się niemiłosiernie nad eL. (na głos i otwarcie, i przy niej...), że ona taka biedna bo mama (że ja) jej nie pozwala robić domku (wgrrr...).
- Ale dlaczego ty z nią go nie złożysz?
- Bo chcę, żeby spędziła trochę czasu z Ka.
- A nie spędza??
- Nie, teraz się ciągle mijają. Jak eL. wraca z przedszkola, Ka. już zasuwa do pracy. I zaczynają się nadgodziny powoli...
- No tak, taki okres...
- I w związku z tym chcę, żeby coś porobili sami razem (w sensie beze mnie i Em.) jak już będzie możliwość czasowa, i niech to będzie coś konstruktywnego. A nie, że ja wszystko robię.
- Taka już rola kobiety, że facet pracuje całe dnie, a ona zajmuje się dziećmi i wszystko robi. Na pewno jest zmęczony jak wraca z pracy, ty z nią zrób.
!!!!!
Temat ten przewałkowałam z trzy razy... od czasu Mikołajek!
Dziś mamy środę...
Rozumiecie, prawda?!?! Od razu mnie nerw łapie...
Dla tych mniej kumatych, bardzo proszę:
1. Taka rola kobiety to może i kiedyś była - ale teraz to ja sobie wypraszam! Jestem za równouprawnieniem, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Zresztą w innych różnych kwestiach też.
2. Nie ma nad czym (nad kim) się litować i robić memu dziecku wodę z mózgu! Nie jest żadną królewną, może poczekać kilka dni.
3. Ja też jestem zmęczona i czasem chętnie bym sobie poszła do jakiejś pracy odpocząć... Ale nie mogę - więc jestem w niej 24/7. I mimo migreny, choroby czy zmęczenia wstaję po nocach, tulę, uspokajam, jeżdżę po lekarzach i aptekach, odprowadzam do przedszkola, robię obiad i sprzątam miliony zabawek. Więc darujmy sobie rozgraniczenia, bo prace są różne - czasem osoba pracująca przy komputerze narobi się więcej niż inna przy pracy fizycznej - ważne jest, żeby zacisnąć zęby i wypełniać swoje obowiązki względem rodziny.
To tak w skrócie. Bo już zdążyłam trochę popisać, ochłonąć i się ocenzurować.
No popatrzcie, całkiem fajna rzecz ta myślodsiewnia. Polecam! :)
A wracając do sprawy równouprawnienia - chcę, żebyśmy razem z Ka. uczestniczyli w życiu, wychowaniu i przyjemnościach naszych dzieci. Strasznie irytują mnie komentarze starszego pokolenia, że co to ja wymagam! Nie uważam, że wymagam za dużo, gdy chcę uczciwego podziału przy nocnych wstawaniach, odprowadzaniu do przedszkola, podawaniu lekarstw, karmieniu, spacerkach, kąpaniu, przewijaniu, czytaniu, ubieraniu, zabawianiu itd, itp. No bardzo przepraszam - ale razem skonstruowaliśmy te małe pasożyty (cudowne i kochane, ale jednak!). Znam mnóstwo kobiet, które mimo związku małżeńskiego w dużej mierze same wychowują dzieci (bo tato pracuje długo/daleko/w dziwnych godzinach) - i chodzą do pracy, i ogarniają mieszkanie, i wyglądają atrakcyjnie. One dają radę, z uśmiechem na twarzy - więc czemu nie tatusiowie?! Jest to trudne, ale nie niewykonalne!! Więc podział codziennych obowiązków powinien być ulgą i wielką wzajemną pomocą, tego oczekuję i tego się trzymam. Zdania nie zmienię!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








