Kto jest ze mną od początku, ten wie, że odkąd wróciłam z USA bawimy się co Halloween. I nie, nie odpędzamy w ten sposób złych duchów martwiąc się, że przejmą nasze ciała na kolejny rok. I nie, nie zostawiamy jedzenia dla zmarłych. I nie, nie składamy w ofierze żadnych zwierząt (no chyba, że koty spod kanapy, bo tych wystarczy dla trzech pokoleń umarlaków ;) ).
Zbiór myśli, przemyśleń i domysłów, które siedzą w głowie standardowej kobiety, tudzież żony, matki, córki, przyjaciółki...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 października 2016
wtorek, 15 marca 2016
Chiny - kontrola i cenzura
Zanim wyjechałam do Chin zdarzało mi się kilkakrotnie być ostrzeganą (trochę żartem, trochę serio) przed kontrolą komunistyczno-sadystyczno-masakryczną i niebezpieczeństwem płynącym zewsząd. Ale wiecie... to nie do końca tak jest.
Już o tym pisałam nie raz, ale w Chinach wszystko jest podrobione - nawet komunizm. Więc czasem jest rygor paskudno-okrutny, czasem (pozorny?) luz-blues.
Opiszę Wam tu to czego się dowiedziałam, ale pamiętajcie - nie jestem specjalistką w tej dziedzinie! W Pekinie byłam tyko kilka dni. Z drugiej strony... skoro te kilka dni wystarczyło, żebym zauważyła to, co zaraz Wam opiszę... Zastanawiające, nie?
Graffiti jest zabronione (a egzekwowanie owego zakazu jest bardzo przestrzegane - bo... hm... w Polsce też nie niby można graffitować jak popadnie...).
Wiele brzydkich i kłamliwych stron www (jak nasz ukochany facebook) jest blokowanych i mnóstwo ludzi pracuje nad jak najlepszymi zabezpieczeniami przed hakerami (co to litują się nad nie-komunistycznymi śmiertelnikami z poza Chin i próbują owe strony odblokować).
A dziennikarze? He... wystarczyło przez kilka wieczorów pooglądać sobie hotelową tv by zauważyć, że Chiny naprawdę nie mają żadnych większych problemów, a to co złe - to poza granicami. I te wszystkie słodko-pierdzące showy i magazyny! Sex, rzecz jasna, też jest mega tematem tabu, więc nawet głupowatą a'la "randkę w ciemno" oglądało się jak program dla kilkulatków. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to wina ograniczeń hotelu w zakresie programów telewizyjnych, ale... śmiem twierdzić, że jednak nie...
Z wiadomych względów nie wiem, jak sprawa się przedstawia z gazetami... Wiecie... jakoś nie zdążyłam opanować chińskich ślaczków wystarczająco biegle ;) ;)
Z drugiej strony - ta ciągła kontrola ma swoje plusy. Na każdej stacji metra, przed wejściem do większości zabytków i urzędów - szczegółowa kontrola bagażu i/lub skaner ciała. Tak więc nie tylko ci dobrzy nie mogą rozwinąć skrzydeł - tym złym też elegancko zatruwają życie!
A co do rozwijania skrzydeł - rząd wspaniałomyślnie zlitował się nad Pekińczykami i podarował im dzielnicę do uzewnętrzniania się. W 798 ART ZONE można i wyśmiewać się z Buddy, i machnąć sobie graffiti, i namalować seksistowski obrazek i w ogóle zaspokoić swoją artystyczną duszę. I powiem Wam tak - byłam, widziałam, potwierdzam. Ale więcej bym nie wróciła. Moja artystyczna dusza potrzebuje porządku, ładu i składu - a tam (pomiędzy bardzo ładnym galeryjkami) to zwyczajny syf był... Nie wiem, może to zła pora roku. Albo zwyczajnie się nie znam...
No i co Wy na to? Co??
Po więcej zdjęć zapraszam (co oczywiste) na facebooka:
środa, 13 stycznia 2016
Smutny zapach śmierci...
Hm...
Dziś jest 13sty, ale póki co bardzo przyjemny dzień.
Wczoraj był (uwaga) 12sty - fatalny dzień...
Raz, że byłam na pogrzebie siostry mojego taty...
Dwa, że wyszły na jaw kłamstwa bardzo bliskiej dla mnie osoby, w bardzo ważnej dla mnie sprawie...
Jak na razie trudno jest mi obiektywnie ocenić, co było cięższym doświadczeniem...
Z ciocią miałam średni kontakt - ani bliski, ani daleki. Nie mieszkaliśmy w tym samym mieście (ba, nawet województwo inne), rzadko się widzieliśmy. Nigdy nie plotkowałyśmy, nie jeździliśmy razem na wakacje, nie spędzaliśmy razem świąt (w sensie - odkąd jest duża, bo za dzieciaka i życia dziadków to różnie bywało). Ale też nigdy się nie kłóciliśmy, nie szkodziliśmy sobie w życiu, nie kopaliśmy dołków (piszę o moich relacjach - kontakty moich rodziców z ciocią to już zupełnie inna bajka...).
Ciocia umarła po bardzo długiej walce z rakiem. Którą myślałam, że wygrała. A tu taka dupa! Po całości... Z jednej strony każdy był przygotowany na to, że śmierć przyjdzie raczej wcześniej niż później, ale że aż przyjedzie Pendolino?? No właśnie...
I wiecie - nie będę kłamała. Gdy się dowiedziałam, zrobiło mi się przykro i smutno, ale normalnie poszłam na bal karnawałowy eL. i w ogóle. Dopiero msza żałobna mnie dobiła. Ryczałam jak na Tytanicu. Organistka grała i śpiewała jak anioł, księdzu łamał się głos i trzęsła broda, przyjechało mnóstwo ludzi, chyba z całej Polski. Jestem okropną empatką więc możecie sobie wyobrazić te wszystkie bombardujące mnie emocje. Ech... Bardzo ciężko jest patrzeć, jak inne osoby cierpią. Udzieliło mi się...
A teraz sprawa kłamstwa...
Według mnie jest kilka rodzajów kłamstwa. Znacie wierszyk o Jasiu? Co to wrzucał list do skrzynki? No więc ja to widzę tak.
Kłamstwa małe: "Jasiu, wrzuciłeś list do skrzynki?" Tak...
Kłamstwa średnie: "Jasiu, widziałeś gdzieś list z emeryturą babci?" Nie...
Kłamstwa duże: "Jasiu, czy to nie Ty czasem wysłałeś ten list z wąglikiem?!?!" Nie...!
No i teraz wyobraźcie sobie tego "mojego Jasia", który nie dość, że wysłał list z wąglikiem, to jeszcze prosto na mój adres. Mój i moich dzieci, z czego jedno i tak już jest przewlekle chore... Powaliło mnie po całości. W pierwszej chwili chciałam kolejnego kłamstwa - absurdalnego wytłumaczenia. Ale nie - potwierdziło się tylko to, co od jakiegoś czasu podejrzewałam. A "Jasiu" za każdym razem mydlił mi oczy, że to ja wymyślam, i kłamał, kłamał, oszukiwał...
Bo najgorsze jest, że ten "Jasio" cały wcale nie był świadomy swojego "wybryku" - ot błahostka, wygłup taki. Złapany na kłamstwie zmartwił się - owszem - ale raczej tym, że został złapany, a nie tym, jakie skutki to kłamstwo za sobą niesie.
Ogromne skutki. Straszne skutki!! Do teraz jeszcze tego nie ogarnęłam...
Umarła moja wiara w drugiego - jakże ważnego!! - człowieka...
Takie coś bardzo trudno jest odbudować. Choćby się chciało z całego serca i wybaczyć, i zapomnieć... Ta rysa już zostaje... nie wiem na jak długo...
Wiecie... Umiera się chwilę.
Zapach śmierci pozostaje bardzo długo...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
