Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ka.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ka.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2017

Urodzinowe wspomnienia "nie-jak-z-bajki"

Moje dzisiejsze urodziny to totalny niewypał. Młodsza córa ma mega ospę (cierpię okrutnie razem z nią), starsza chwilowo wyemigrowała do dziadków, którzy dali plamę (czyt. nabrali się na wnuczkowe słodkie oczka) i nie zaprowadzili jej do przedszkola (czym dolali oliwy do ognia w moim aktualnym domowym zamieszaniu) no a osobisty mąż to już kompletnie dał ciała, bo zwyczajnie moje urodziny olał (ale kto wie - do północy jeszcze trochę, może się zrehabilituje). Na pocieszenie jednak przypomniałam sobie moje inne urodzinowe "sytuacje" i dla radochy ogółu Wam je tu opiszę. Bo kto wie - może i z tych obecnych będę się za jakiś czas śmiała ;) :D


poniedziałek, 26 grudnia 2016

Święta jak nie Święta

Dziś długo nie będzie. Bo i się rozleniwiłam ostatnio na maksa, a i temat raczej mało "fajny". Bo będzie o Świętach, ale raczej takich nie do wspominania.

piątek, 16 grudnia 2016

Piekielne dziecko

Już nie raz Wam pisałam - moje dzieci potrafią dać czadu. Znajdziecie na to dowody przynajmniej co kilka wpisów. I bardzo proszę - kolejny przykład:

Baby nadal są na chorobowym. Nie chciało im puścić - dostały jednorazowo po dużej dawce obrzydliwych sterydów i od razu zaczęły lepiej oddychać. Ze sterydami jednak jest tak, że oprócz apetytu zwiększają również zapasy energii. I choć sterydy dostały rano, to zamiast o 19 leżeć już grzecznie w łóżkach łaziły po domu jak nakręcone.

środa, 30 listopada 2016

Witaj w domu Alergio!

Nie wszyscy jeszcze pewnie wiedzą, ale eL. czeka na zabieg usunięcia trzeciego migdała. Zupełnie niesympatycznie się jej rozrósł, blokując przepływ dźwięków, przyczyniając się tym do konkretnego niedosłuchu. Z trzecim migdałem często jest tak, że się skubany rozpulchnia i powoduje przeróżne infekcje. Dlatego właśnie lekarka przepisała nam lek, którego zadaniem jest owy migdał zmniejszyć i utwardzić, co by łatwiej i ładniej go można było usunąć.

piątek, 18 listopada 2016

Tato zrobił nam kuchenkę!

W minione wakacje postanowiliśmy zainwestować w prostokątny, rodzinny basen ogrodowy🏊. Nie chcieliśmy go jednak kłaść bezpośrednio na trawie. W ramach doraźnego rozwiązania zainwestowaliśmy w płyty OSB, ale że ni jak nie były nam pod wymiar, to po docięciu zostało nam dokładnie 1/4 tego, co kupiliśmy. No i zaczęliśmy główkować, co tu teraz z tym "odrzutem" zrobić. Wtedy właśnie w moim bystrym umyśle 😏pojawił się plan - zrobimy dla naszych dziewczyn kuchenkę do zabawy! Taką w rozmiarze XL. 😊

niedziela, 13 listopada 2016

Rodzice jak dzieci...

Nie mam małżeństwa idealnego. Oj, czasem się drzemy jak drapieżne koty. Raz, że ja nie przebieram w słowach gdy mnie coś zirytuje, dwa, że Ka. to typowy facet - bardzo ciężko przyjmuje krytykę. Do tego złe samopoczucie, szarość za oknem, jakieś głupie nieporozumienie i afera gotowa. Zazwyczaj strzelam focha na minimum pół dni, ale dzisiejsza poranna kłótnia przybrała zupełnie inny obrót...

wtorek, 8 listopada 2016

Bardzo proszę wypisać mnie z NFZ!

Macie ubezpieczenie zdrowotne? Większość z Was pewnie ma. I piszę tu o takim ogólnodostępnym, tym "za darmo". Jak pracujecie - to i tak macie. Jak jesteście bezrobotni ale zarejestrowani w Urzędzie Pracy - też macie. Jak jesteście bezrobotni ale nie zainteresowani współpracą z Urzędem Pracy (bo Was cholera bierze na samą myśl o tym... jak mnie... przykładowo...) to jesteście cwani i się wbijacie pod ubezpieczenie męża. Tak czy owak - trudno owego ubezpieczenia nie mieć.

sobota, 22 października 2016

Dziecko projektantem mody

Ostatnio oglądaliśmy z Ka. komedię, gdzie tatuś z dumą nosił koszulkę pomalowaną pisakami przez jego ukochaną córcię. A następnego dnia mój osobisty mąż wgramolił się do szafy zrobić porządek w swoich ubraniach i wyciągnął z niej uszkodzone, odbarwione t-shirty.

wtorek, 20 września 2016

Aquapark Reda

Nasza rodzina uwielbia wodne atrakcje. W tym roku, na zakończenie lata, wybraliśmy się do nowiutkiego aquaparku w Redzie, tuż nad Trójmiastem. 

niedziela, 18 września 2016

Ciężka szkoła... mycia naczyń

Kto mnie regularnie śledzi na fb ten na pewno zauważył mój krótki wpis o myciu naczyń. A dokładniej to wpis z jednym pytaniem: "Czy Wasze dzieci umieją myć naczynia?". Odpowiedziały mi przede wszystkim mamy małych dzieci, no i nie dziwię się - zazwyczaj pisały nie. A sprawa dotyczyła raczej nastolatków - tu odpowiedzi było znacznie mniej.

No to teraz wracam do tematu - akurat byliśmy na urodzinach mojego nie-nastoletniego jeszcze chrześniaka, który akurat ma brata, co to jest nastolatkiem całą gębą. I temat jakoś wypłynął. Temat, co to drażni mnie strasznie.

piątek, 2 września 2016

Nie taka ósemka straszna...

Witajcie po wakacjach! :) Długo mnie nie było - trochę z lenistwa, ale przede wszystkim z braku zasięgu. W tym roku mieliśmy prawdziwe wakacje poza cywilizacją (na szczęście z toaletą, chociaż i tu było z przygodami, he).

Ale ja dzisiaj nie o tym. Wakacje się skończyły a więc wracamy do zwyczajnego porządku dnia. A u nas dzień bez lekarza to dzień stracony. No dobra... może tydzień :) I o tym Wam właśnie napiszę ;)

wtorek, 31 maja 2016

Perypetie z sąsiadami cz.1

Kolejny długi, ciepły, rodzinny weekend na działce za nami. Mimo, że było świetnie, to nie do końca wróciłam do miasta zrelaksowana. Bo trafiła nam się kolejna sąsiedzka afera... Dziś bez słodzenia - opowiem Wam konkretnie w czym rzecz.

Mamy na działce sąsiada. Ba, mamy mnóstwo sąsiadów, ale ten jest... hm... wyjątkowy. Graniczymy ze sobą płotem, działka obok działki. Oboje mamy działki od samego początku ich istnienia, więc dobre 30 lat. Mój sąsiad jest synem swoich rodziców, czyli w tym wypadku prawowitych właścicieli (a w sumie to dzierżawców - bo tak na działkach właśnie jest). Z tym, że rodzice od kilku lat zaczęli coraz rzadziej przyjeżdżać, a w tym roku - przede wszystkim z powodu choroby - nie pojawili się ani razu. Natomiast ich syn, czyli mój sąsiad, pojawia się. Niestety często.

sobota, 14 maja 2016

Strach ma wielkie oczy!

Mamy właśnie weekend kończący fatalny tydzień - Em. przechodzi zapalenie płuc, eL. miłosiernie skończyła na oskrzelach. Do tego wczoraj był piątek 13-tego (czyli jakby w temacie pecha) i moje zupełnie nie-fajne zdarzenie drogowe (jak mniemam ślepa baba zajechała mi ostro drogę, przez co drastycznie podskoczyła mi adrenalina, potem równie drastycznie spadła, tak więc dziś chodzę po ścianach) (jakby co skończyło się na strachu i krawężnikowaniu, uffff). 

Tak czy owak, tydzień (chwała Bogom wszelakim!!!!!!) na szczęście się kończy, baby zdrowieją, mąż mi umył okna (LOVE, że ho ho), ja odpoczęłam sobie w pracy i mam zdecydowanie lepszy humor - to i Wam opowiem coś śmiesznego :) a jednak w pechu pozostającego ;)

sobota, 7 maja 2016

Dlaczego kocham działkowanie?

Nieraz Wam już wspominałam o mojej działce. Tak naprawdę to domek letni, wyposażony we wszystko co każdy dom/mieszkanie mieć powinien. Nad zalewem, daleko od miasta, za to w okolicy lasu. Jest na tyle blisko, że można tam jechać na cały dzień i wrócić (jeśli trzeba) na noc. I na tyle daleko, że można uciec od cywilizacji i po prostu śmierdzieć z błogiego lenistwa wylegując się na (przykładowo) trawce :D

piątek, 6 maja 2016

Duże piersi nie są aż tak bardzo "cool"!

Dziś konkretnie - o cyckach. A bo ostatnio znów się nasłuchałam, że mam co pokazać i jak fajnie, że po ciąży mi zostały. Kompletna bzdura, mówię Wam! Z chęcią oddałabym te moje krągłości (zresztą nie tylko piersiowe) w cudze ręce (nie, nie do miętolenia - od tego mam męża ;) !!!).

poniedziałek, 28 marca 2016

Święta, święta i po...

Jak tam obżartuchy? Uzupełniliście zapas kalorii na następne pół roku? Czy korzystaliście z pięknej pogody i na bieżąco spalaliście kalorie? :D Ja, niestety, robiłam tylko zapasy tłuszczyku - na dwór wyszłam tylko na balkon... A czemu? No zgadnijcie... Tak, zgadza się - choroba nadal zbiera swoje żniwa...

niedziela, 6 marca 2016

Urodziny tematyczne

Każdy wyprawia urodziny po swojemu. A niektórzy to w ogóle wcale. U nas w domu dorośli to standardowo - kawa, tort, ciacha, może lody. Pogadamy, może w coś pogramy (poker, kalambury, planszówka). Poleje się alkohol, panowie polegną pod stołem (albo pod wc) i kończymy imprezę ;) (żartuję - nie zawsze mamy takie hardcory, he he).

Natomiast urodziny dzieci lubię mieć tematyczne. Specjalnie piszę "lubię", bo myślę, że Ka. to bez różnicy. Ja się jednak spełniam całkowicie, więc wymyślam ;) W ogóle lubię tematyczne imprezy, nie tylko urodziny, i nie tylko dzieci ;) :D 

Tak więc za czasów moich dzieci mieliśmy już imprezę urodzinową:
- motylkową,
- misiową,
- konikową,
- dżunglową,
- Elsową.

Jak się udaje, to razem ze strojem, ale bez presji - w końcu moje dzieci są jeszcze małe i nie chcę, żeby je ubranie wkurzało podczas ich przyjęcia. Za to lubię mieć kolorowy-tematyczny obrus, talerzyki, serwetki, dekoracje stołu i pokoju, oraz tematyczne jedzenie :) 

I wiecie co jeszcze lubię? Minę zaproszonych gości w momencie wejścia :D :D 

A tu, bardzo proszę - kilka przykładów mojej wyobraźni. Torty/słodkości były albo kupione, albo robione przez mojego lubego. Natomiast z dekoracjami to różnie - część kupujemy (polecane sklepy www poniżej), część sama robię :) I efekt chyba jest. Prawda? :D

Urodziny konikowe

Urodziny misiowe

Urodziny motylkowe

Urodziny Frozen 
Urodziny Frozen

Urodziny z kolorowej dżungli

Urodziny motylkowe

Urodziny misiowe

Aktualnie, oprócz asortymentu ze sklepów ogólnie dostępnych (małych i dużych), dekoracje kupuję w dwóch sklepach on-line:

Te dwa sklepy sprawdziłam wielokrotnie i mogę z czystym sercem polecić. Czasem mam zastrzeżenia do jakości danego produktu, ale to jakby nie jest wina sklepu ale producenta. Jednak nie sprawdziłam owych produktów na tyle, żeby móc otwarcie wyrażać swoją krytykę. Bo a nuż trafiła mi się jakaś lewa partia? ;)

Elsa

Ps.
A wczoraj nasza Elsa dała czadu!! Szalała w swojej pelerynie z gwiazdkami, przyjmowała gości jak prawdziwa księżniczka i specjalnie dla mamusi pozowała do zdjęć :D W nagrodę za rok też jej coś wymyślę :D :D Może - jak się jeszcze zmieści w to co jej przywiozłam - zrobimy chińską imprezę? To by dopiero było! Główny konkurs - jedzenie pałeczkami tortu na czas :D 

piątek, 26 lutego 2016

Kop od rzeczywistości

Muszę na jakiś czas wstrzymać się z moimi fotorelacjami z Chin... Bo ja tu się ciągle rozmarzam jak to było wspaniale, a w między czasie dzieci mi się pochorowały. I już - szybki powrót do rzeczywistości i dnia codziennego...

Tak więc Em. od kilku dni ma zielone gluty i znów charka. Tylko teraz nie wiem, czy to przez te gluty, czy znów cichaczem oskrzela oberwały...?!? Na szczęście mamy w domu cały zapas leków na zapalenie oskrzeli/atak astmy, więc działamy...

Natomiast eL. bardzo się wczoraj skarżyła na brzuch i nawet straciła apetyt (szok)!! No a dziś od 5 rano rzyga jak kot. Nie sądzę, żeby jej coś zaszkodziło, bo rzyga na żółto a nie żarciem. Do tego gorączki brak, więc na jakiś wirus też średnio mi to wygląda... Jednak wiecie - żaden ze mnie specjalista...



No i siedzimy sobie w trójkę w domu (znowu) z chorobami (znowu) a eL. omija (znowu) fajny dzień w przedszkolu... A ja (znowu) zaczynam maraton pomiędzy (znowu) chorymi dziećmi. I oczywiście mój Ka. (znowu) też jest chory i kaszlący co wcale nie pomaga w nastrojach. No bo (znowu) wszyscy padamy na twarz....!

I tylko modlę się (dziś hurtowo - do Boga, do Tao, do Buddy... wzorem Chińczyków...), żeby nam się zaraz sąsiad remontujący łazienkę nie uaktywnił. No bo daje czadu. A weź tu przy wiertarce udarowej, mieszkając w bloku z wielkiej płyty, połóż chore dzieci na drzemkę... No weź...



Na poprawę humoru możecie na mnie zagłosować. Nie żebym Wam coś sugerowała ;) ;) ;)





środa, 24 lutego 2016

Chiny - szał zakupów...!

The Place - wypasione centrum handlowe
Rozczaruję Was. W Chinach wcale nie jest tanio... Ba! W Chinach jest drogo!!

W ciągu kilku ostatnich lat Chińczycy masowo zaczęli pragnąć tego co oryginalne. Wszystkie markowe sklepy odzieżowe - począwszy na moim "ulubionym" H&M a na Pradzie kończąc - są o wiele droższe nie tylko niż u nas, w Polsce. One są nawet droższe od tych we Włoszech czy Francji! A jednak Chińczycy i tak tam kupują i niesamowicie się tym szczycą.

Ulica handlowa
Powiem szczerze - nie znam się na "markowych ciuchach". Dla mnie spodnie z House'a to już rarytas ;) I nie mam też szału butów i torebek. Ale po kilku spacerkach przed ogromnymi sklepowymi wystawami sama muszę przyznać - ceny biją po oczach!!

Co się jednak dziwić - nawet zwyczajna kawa w Starbucks'ie, w wersji najmniejszej, dawała po kieszeniach - wychodziła jakieś 30-35 Yuan'ów (1Y = 60gr), czyli jakieś 20zł... Moja ulubiona gorąca czekolada kosztowała jeszcze więcej... Razy trzy osoby i stówka pękała... Boli, nie?

He, teraz sobie na pewno myślicie o podróbkach. A i owszem - są! W czterech kategoriach: A, B, C i D, gdzie A to podróbki o najlepszym standardzie (np. towary wyniesione z oryginalnych magazynów, bo mają zły szew albo perła nie jest dość okrągła), a D to najgorszy szajs (Rolex z przyklejonymi wskazówkami ;)).

Ba! Istnieje nawet coś tak niesamowitego jak legalne podróbki!! Lepiej - jak legalnie działające centra handlowe z podróbkami! To jest coś, nie? W samym Pekinie są cztery - my byliśmy w dwóch. Jeden wyglądał jak wielopiętrowy bazar pod dachem i z ogrzewaniem. Ale drugi był krótko po remoncie i naprawdę robił wrażenie.


I teraz sobie wyobraźcie, że - LEGALNIE - macie iść na zakupy do podróbkowego raju i - LEGALNIE - musicie się targować o cenę owych podróbek. I nie targować o "troszkę". He... Oni Wam mówią, że coś kosztuje 100Y, a Wy im co? A Wy im, że dajecie... 10Y... Tak, tak  - kazano (!!!) nam się targować o 1/10 ceny. Tak, żeby w najgorszym wypadku spotkać się w środku... Więc wchodzicie na przykład do mega eleganckiego sklepu z przepięknymi sukienkami chińsko-balowymi dla dzieci, takimi, że Wójcik ze Smykiem się umywają i masz się targować do upadłego!! Obowiązkowo!!

Legalne centrum podróbek "Silk Street"

Legalne centrum podróbek "Silk Street"

Miałam taką sytuację, że już kończyliśmy naszą wizytę w jednym z tych centr handlowych a ja koniecznie chciałam sobie kupić podróbkę jedwabnej bluzki w chińskim kroju. Zostało nam jakieś 10 minut do zbiórki i nagle (w końcu!!) wpadła mi w oczy Ta Właściwa. Oczywiście w rozmiarze S... rozmiarówki chińskiej...  (nawet jeden cycek by mi się nie zmieścił...). Tak więc pytam, czy ma kobitka większe - miała. I zaczynam przymierzać, od L... XL... 2XL... i w końcu 3XL (rozmiarówki chińskiej, żeby nie było!!). Tak czy owak, trochę nam zeszło z tym przebieraniem i zaczęłam się martwić, że spóźnimy się na zbiórkę z resztą wycieczki (NIE-NA-WI-DZĘ się spóźniać). Przeliczyłam szybko cenę w głowie, machnęłam ręką na targowanie i mówię kobiecie, że biorę - o kilkadziesiąt youanów mniej, do równego. A ona do mnie: tylko? I nie tylko tyle mi dasz, ale tylko o tyle się targujemy??? Tak więc rozumiecie - presja targowania się była ogromna. I naprawdę można było sporo utargować.

Inna sprawa, że niektóre marki były sprzedawane zupełnie spod lady. Ich producenci próbowali (z mizernym skutkiem) walczyć z chińskim - LEGALNYM - obrotem podróbkami. Tak więc teraz ich produkty są albo sprzedawane pod ladą/w uliczkach za centrum handlowym/w samochodowych bagażnikach (itp.) albo po prostu wystawiane na półkach sklepowych bez znaczka. A jak chcecie znaczek, to (za ekstra opłatą) dokleją/doszyją cichaczem na miejscu. Sama zakupiłam NIELEGALNIE LEGALNĄ podróbkę paska Louis Vuitton, dla męża - spod lady. Oryginały chodzą w Polsce za jakieś 2,400zł. Jak nas przyciśnie będziemy mieć prawie na trzy raty hipoteczne ;) ;) (dla ciekawości - dałam za niego około 50zł - to się nazywa targowanie, co?!?).

Oprócz domów towarowych i eleganckich sklepów w Pekinie jest jeszcze mnóstwo ryneczków, bazarków, targowisk z różnymi duperelami. A tam to naprawdę różnie bywa z oryginalnością produktów. I z targowaniem. Weszłyśmy raz do wielgachnego budynku z asortymentem dla dzieci - no niektórych ORYGINALNYCH chińskich zabawek w życiu bym nie kupiła. Takie badziewie! A tam akurat nie można było się targować wcale...

Wejście na Targ żywności
Na bazarku różności

I nie można było się też targować w instytucie jedwabiu czy pereł, czy herbaciarni (na herbatkę Was jeszcze zabiorę), ale tam z kolei z okazji Nowego Roku na wstępie dawali nam spore zniżki (aż sam przewodnik się zdziwił). Podobno naprawdę słaby ruch w interesie mieli. No i dostawaliśmy coś ekstra (w sensie kup dwa - trzeci gratis), więc jak się dobrze sprawę zorganizowało z mamą i Siostrą to też nie było źle :D :D

Podsumowując - zakupy w Chinach to naprawdę ciekawe doświadczenie. I pisze to ktoś, kto już nieraz musiał się targować - czy to w Europie, czy to w Afryce...

A, wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? Że o ile zakup podróbek w Chinach jest jak najbardziej legalny, to ich przywóz do Polski już zupełnie nie...!! I co Wy na to?? :D :D

Poczytaj również o chińskim:



niedziela, 7 lutego 2016

Przed-wyjazdowe plusy i minusy wylotu do Chin

Za dwa dni o tej porze będę już w drodze na samolot. Do Chin! Dokładniej, to wylatujemy o 14:55 z Warszawy, we wtorek.

(Bardzo proszę o NIE podkładanie BOMB w tym dniu.
Ani o żadne PORYWANIE samolotów. 
Ani w żadnym innym dniu też...!)

Teraz to już naprawdę czuję silny dreszczyk emocji. A moje początkowe wyjazdowe dylematy nie zmieniły się aż tak bardzo...

Na daną chwilę - plusy i minusy wycieczki do Chin (jeszcze przed wycieczką ;)):
  • sprawa z pierwszymi urodzinami Em. --> musieliśmy przełożyć imprezę prawie o tydzień. Tu nic się nie zmieniło...
  • lot samolotem - o, tu już poczyniliśmy postępy! Otóż okazało się, że lecimy tak wypasionym samolotem, że dla samego faktu podróżowania nim wycieczka ma ogromny plus!! Nie będę się zagłębiać w szczegóły, bo mam zamiar pstrykać mnóstwo zdjęć i potem Wam wszystko ładnie opisać :D
  • cenzura na media społecznościowe --> jest! Mogłabym zapłacić i mieć fb, a co za tym idzie móc wstawiać fotki na bieżąco. Ale... czy jestem aż taką pasjonatką blogowania? Nie, chyba jeszcze nie... I chyba nic się nie stanie, jeśli trochę poczekacie na moje fotorelacje. Nie? :P A ja się zajmę zwiedzaniem i robieniem zdjęć :D
  • pieniądze - uuuu...ła... tak, trochę ich wycieczka pochłonie. A co jest w tym najgorsze? Że w czasie pobytu w Chinach kończy mi się zasiłek rodzicielski. I nie dość, że muszę szybko kombinować z ubezpieczeniem (bo w dniu powrotu z Chin muszę ekspresowo wracać do siebie i biegusiem zapindalać na odczulanie) to jeszcze dobrze by było szybko gdzieś się zarejestrować, żeby choć przez jakiś czas nie zostać bez kasy... (o tym, że jestem na "wspaniałym" bezrobociu pisałam między innymi TU)...
  • pobyt z mamą i siostrą --> o tak, będzie wesoło... My z mamą mamy potencjał... Pójście na słowne noże zajmuje nam około trzech sekund... Więc wiecie... Będzie ostro...?
  • zostawiam samego Ka. z dziećmi - no i z dziadkiem. Raz, że dobrze - niech no w końcu poczuje jak to jest być ciągle sam-na-sam z dziećmi. Dwa, że trochę mi smutno, no bo lubię być z moją rodziną, szczególnie gdy Ka. ma urlop (a ma). I fajno by było wyjechać razem. Choć z dziećmi pewnie by było o wiele więcej zamieszania...
  • nowe ciuchy --> oł jeeee, byłam na zakupach :D :D I kto wie, jak tam będzie w tych Chinach w kwestii zakupów? Na wszelki wypadek nie będę upychać na maksa walizki :P :P
  • choroby - trochę się martwię, że tylko wyjadę a Em. znów zacznie syczeć i charkać. Tym bardziej, że eL. już ma wstrętny katar... I trochę się martwię, że i ja ten katar dostanę, bo już mnie gryzie w nosie...
  • okres - to na pewno jest plus bo... mnie ominie :D Tak narzekałam na okres w szpitalu, ale z dwojga złego... Jeden problem mniej :D
  • czas wolny - kłamałabym, gdybym napisała, że nie cieszę się, że lecę odpocząć sobie trochę od dzieci. Bardzo je kocham, ale to całe jęczenie, stękanie, płakanie, wymuszanie, krzyczenie... Sami wiecie... Chyba czas podładować akumulatorki!


I największy PLUS, taki że HO HO - cholercia jasna, będę w CHINACH!!!!!!!!!!!! Wiecie, nowa kultura, jedzenie, zwyczaje, stroje, zabytki, tradycje, język - no WSZYSTKO!!! Kto wie, czy jeszcze będę miała szansę pojechać w tamtą stronę świata? A ja tak KOCHAM podróżować!!! :* :)

I mimo wszystkich stresów - nie mogę się doczekać :D :D :D