czwartek, 5 stycznia 2017

Urodzinowe wspomnienia "nie-jak-z-bajki"

Moje dzisiejsze urodziny to totalny niewypał. Młodsza córa ma mega ospę (cierpię okrutnie razem z nią), starsza chwilowo wyemigrowała do dziadków, którzy dali plamę (czyt. nabrali się na wnuczkowe słodkie oczka) i nie zaprowadzili jej do przedszkola (czym dolali oliwy do ognia w moim aktualnym domowym zamieszaniu) no a osobisty mąż to już kompletnie dał ciała, bo zwyczajnie moje urodziny olał (ale kto wie - do północy jeszcze trochę, może się zrehabilituje). Na pocieszenie jednak przypomniałam sobie moje inne urodzinowe "sytuacje" i dla radochy ogółu Wam je tu opiszę. Bo kto wie - może i z tych obecnych będę się za jakiś czas śmiała ;) :D



1. Słodkie liźnięcie w gęstej atmosferze

Moje 18ste urodziny wyprawiałam na tak zwanej domówce, w osobistym domu. Przez większość czasu moich rodzicielów nie było, zostawili mi jednak pod opieką Siostrę (nie wyobrażam sobie inaczej) i .. psy. Mieliśmy wtedy dwie sunie. I o ile mniejsza całą imprezę przespała w swoim kącie, o tyle większa - bokserka - baaaardzo ambitnie uczestniczyła w niej od początku do samego końca... Niektóre psy mają tak, że jak nie są w centrum uwagi zaczynają robić głupie rzeczy - szczekają, podgryzają, przynoszą zabawki itp. Nasz? Puszczał bąki. Poważnie - kładła się na środku jakiejkolwiek grupki i pierdziała cichaczami ile się dało. A jak to nie podziałało to co? To ze smakiem oblizała mój tort. Przed podaniem. Tiaaaa. Teraz, 16 lat po tamtym zdarzeniu, wszystkich gości przepraszam z całego serca mego! I mam nadzieję, że i tak Wam smakowało ;)


2. Urodziny po amerykańsku. No prawie...

W trakcie mojego pobytu w USA obchodziłam urodziny tylko raz. Za to... przez dwa dni. I tak pierwszego dnia akurat... byłam na pogrzebie! W dodatku jako niania, heh. Siedziałam więc kilka godzin zabawiając dzieci w małym pokoiku, kiedy reszta rodziny "czuwała" nad zmarłym w sali obok. Heh, nawet nie pamiętam kto umarł...! Tak czy owak po tym zakrapianym "czuwaniu" pojechaliśmy do knajpki na obiad. Jemy jemy, aż tu podchodzi kelner z kawałkiem tortu i z zapaloną na nim świeczką, i zaczyna śpiewać "Happy Birthday". Z tym, że... nie mi, a mojej podopiecznej królewnie. Ona rzecz jasna w ogóle się nie przejęła i z bratem na spółę zeżarli mój urodzinowy kąsek. Tiaaa....

Natomiast drugiego dnia miałam mini przyjęcie-niespodziankę :) Mini, bo a) wiedziałam o nim - sama przygotowywałam nawet jedzenie, he he, ale b) moja "amerykańska mama" osobiście zapraszała gości. Przede wszystkim przyszły moje koleżanki - nianie. Nie pamiętam czy Wam pisałam, ale nie miałam w USA żadnej koleżanki Polki, więc urodziny spędziłam (oprócz mojej amerykańskiej rodziny) z dziewczynami z Brazylii, Costa Rici i Afryki Południowej (już nie pamiętam skąd były dokładnie). A piszę Wam o tym, bo... gdy zaprosiłam gości do stołu zastawionego "po polsku" zrobiło się mega zamieszanie - niektóre dania wzbudziły ogromne sensacje. Nie mam talentu kulinarnego, wtedy było jeszcze gorzej (!) więc postawiłam na tradycyjne potrawy: sałatka ziemniaczana, paróweczki, kiełbachy, leczo z fasolki, jajka w majonezie i obowiązkowy świeży chleb NIE tostowy. Moje dzieci podniosły raban, że oszukałam je w hot dogach, koleżanki nie wiedziały co z czym nałożyć sobie na talerze... Ale o dziwo - wszystko zniknęło w ich międzynarodowych brzuchach. ;)


3. Ale o co chodzi panie władzo?

To były urodziny numer 1 EVER! Do końca życia ich nie zapomnę. Raz - jedyny raz! - wyprawiłam urodziny na studiach. Razem z moimi przyjaciółmi i znajomymi bawiliśmy się w najbardziej popularnej na naszym roku spelunie. Też już nie pamiętam jak do tego doszło, ale akurat na tą imprezę założyłam sukienkę nie dość, że krótką, to jeszcze... no z baaaardzo delikatnego (jak nie prześwitującego) materiału. Wcale nie chciałam wyglądać źle - sprawa ubioru nie do końca była przemyślana. No więc bawię się w tej mojej mini, otwieram stosy prezentów, śmieję się, wygłupiam, tańczę (wszystko na trzeźwo) aż tu nagle... przybiegają do mnie goście z wielką nowiną. Widocznie moje prezenty okazały się za fajne bo... ktoś chciał mnie okraść! Szybko wróciłam z parkietu do stolika a tam totalna rozpierducha! Prezenty, torebki, części ubrań - wszystko porozrzucane jak okiem sięgnąć. Nie miałam portfela, dokumentów, telefonu! Szok! Szczęście w nieszczęściu, że obaj złodzieje (bo dwóch ich było) wpadli od razu - jednego na gorącym uczynku zgarnął ochroniarz, drugi sam wpadł - zaniepokoił się o kolegę i (bardzo inteligentnie) wrócił na miejsce zbrodni. Już nie pamiętam czy wszystko od razu odzyskałam, ale chyba tak. Nie pamiętam też jak inni (bo nie tylko mnie okradli). Tak czy owak po jakimś czasie przyjechali tajniacy i całe nasze wesołe towarzystwo zgarnęli na komisariat. I teraz musicie się wczuć - środek nocy, speluna, ja w mini sukience, w futerkowej krótkiej białej kurteczce i kozakach, z rozmazanym (od potu) makijażem i nie do końca trzymającej się kupy fryzurze. Widzicie to? To teraz przenieście mnie sobie w tym wdzianku do ponurego komisariatu, gdzie przesłuchuje mnie pan tajniak, z rozpiętym kołnierzykiem i petem w zębach. A na korytarzu, z tymczasowego aresztu, wyzywają mnie zatrzymani. Ale widzicie to, prawda??? Jeśli kiedyś mieliście wątpliwości czy to co pokazują na polskich filmach kryminalnych to prawda - to nie miejcie. Ale prezenty naprawdę dostałam super :D


Także ten... Sto lat i do przodu! :D Za rok będzie lepiej. No chyba, że nie ;)


12 komentarzy:

  1. Po pierwsze wszystkiego najlepszego! Spełnienia najskrytszych marzeń i samych szczęśliwych dni! :*
    Po drugie - dzień urodzin to tylko "umowna data", równie dobrze możesz zacząć świętować za tydzień więc jeszcze nic straconego! A z tego co opisujesz w historiach z poprzednich lat, wierzę że umiesz się dobrze bawić i masz dystans do siebie więc do dzieła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dziękuję! I tak własnie planuję zrobić ;) :D :*

      Usuń
  2. oczywiście, że bedzie lepiej. hehe z tym kelnerem i tortem to niezły zonk:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą, kelner też się zbytnie nie przejął ;)

      Usuń
  3. Spełnienia marzeń! U mnie z urodzinami jest taki problem, że ja zawsze organizuję dla wszystkich, a sama sobie jakoś nie umiem, więc najczęściej ich nie obchodzę... Karolina (ja-matka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      O, ja też lubię organizować. Czasem myślę, że w ogóle mogłabym się tym profesjonalnie zajmować. tylko wiesz... czasem bym chciała żeby i mi ktoś coś zorganizował ;)

      Usuń
  4. Wszystkiego najlepszego i spełnienia najskrytszych marzeń !

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś cieszyłam się ze swoich zbliżających się urodzin teraz natomiast wolałabym aby były obchodzone bez echa.
    Wszystkiego Najlepszego!
    Ps: mąż przypomniał sobie urodzinach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Przypomniał ;) Początkowo mocno dał ciała, bo stwierdził, że skoro nie ma imprezy to i on nie musi o mnie specjalnie pamiętać... Ale w pracy chyba ktoś dał mu do myślenia i jak wrócił to się zreflektował ;)

      Usuń
  6. Z takimi wspomnieniami to ja bym chyba sama olała swoje urodziny :)
    Mam jednak nadzieję, że szanowny mąż się zrehabilitował?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Zrehabilitował, jak wrócił z pracy. Nawet kwiaty udało mu się załatwić a o 22 wcale nie jest to takie proste ;)

      Usuń