poniedziałek, 20 marca 2017

O pewnej chorej mamie i bardzo ważnej akcji blogerek!

"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga Mama dwójki. Powstała ona po tym, jak przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga Arbuziaki  (⇐ tutaj przeczytasz też post, od którego wszystko się zaczęło).  

Ten wpis stał się dla Niej inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my - MAMY -, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia "Leżę i pachnę".





Czas akcji wypadł akurat w momencie, gdy po wielu tygodniach chuchania i dmuchania na moje wiecznie chore dzieci - rozłożyłam się i ja. Dosłownie moment idealny. Nie, nie na chorowanie - bo takiego chyba nigdy nie ma. Ale na opisanie, jak wygląda Dzień Chorej Matki, posiadaczki pracującego męża i dwójki małych dzieci. Mamy-nic-nie-robiącej-w-domu. Tiaaaa....

Dopadło mnie coś na kształt grypy i chwała Najwyższemu, że bez gorączki. Łeb co prawda rozłupało mi na milion kawałków, nagle okazało się, że jednak mam mięśnie (bolały wszystkie), z nosa albo leciało ciurkiem albo zapychało na maksa i tylko marzyłam o ciszy, kanapie i spaniu. Nic trudnego, prawda? Przecież i tak siedzę-i-nic-nie-robię-w-domu! No to proszę bardzo - wyciąg z jednego takiego dnia, bez ubarwiania, bez podkręcania. Sama prawda. Czyściutka.

Gdy Kobieta Nie-Matka choruje na grypę (czyli ja jakieś 6 lat temu):
- dzwoni do szefa, że sorry "poległam"
- udaje się na posiadówkę w przychodni w celu załatwienia L4
- odstoi swoje w kolejce w aptece
- wraca do cichego mieszkania, wskakuje w dresy, ląduje z toną chusteczek i ciepłą herbatką na kanapie, i albo nadrabia zaległości w serialach, albo odsypia wszelkie zarazki i wirusy
- w razie głodu je cokolwiek
- w razie braku głodu jedzenie olewa i cieszy się, że przy okazji grypy zrzuci może nawet z dwa kilo
- czynności powtarza aż przestanie sapać, kichać, smarkać, pocić się jak wieprz, kaszleć, łzawić itp., czyli wyzdrowieje.

Gdy Kobieta Matka choruje na grypę (czyli ja teraz):
- wstaje o 6:30 bo Młodsza Prezes koniecznie chce piciu, siku, buzi w stopę, drapanka pod kolanem i w dodatku zaginął smoczek
- o 7:00 ostatkiem sił woli ściąga z wyra Starszą Prezes
- obie Prezeski ubiera, czesze, nadzoruje w myciu zębów, przydziela lekarstwa, pakuje w buty, kurtki, czapki i szaliki
- idzie na 8:00 odstawić Starszą do przedszkola 
- wracając do domu z Młodszą odhacza zakupy
- po drodze intensywnie stara się nie umrzeć odpowiadając na milion pytań o wszechświat
- w domu robi śniadanie dla Młodszej Prezes 
- odliczając minuty do 10:00 wstawia obsikane pranie Młodszej Prezes, obmyśla obiad, ogarnia mieszkanie z zabawek, bawi się w fryzjera, lekarza, układa puzzle i wymyśla jeszcze kilka innych zabaw, o których z powodu wyczerpania już nie pamięta
- o 10:00 kładzie Młodszą Prezes na drzemkę dziękując sobie za poranną motywację, by Starszą odstawić do przedszkola - tym sposobem również i Matka może paść na twarz i zamknąć oczy
- o 12:00 Młodsza Prezes wstaje wypoczęta jak chodzący mini wulkan skumulowanej energii
- biega więc za nią, odbijając się od ścian, z nocnikiem, czystymi gatkami, porozrzucanymi gratami, rowerkiem, toną zabawek, książeczkami i innymi cudami
- około 13:00 spocona jak mops zabiera się za obiad dla całej rodziny
- włącza więc bajki w TV z nadzieją, że Młodsza Prezes zalegnie oczarowana na kanapie
- o 13:05 Młodsza Prezes już się solidnie naoglądała i maksymalnie wynudzona z werwą zabiera się za pomaganie w kuchni
- Kobieta Matka sieka, obiera, doprawia, sprząta, pomaga Pomagającej, nadzoruje, uczy, kontroluje, ogarnia, miesza, próbuje nie skonać w garnku z wrzątkiem, sprząta, myje, czyści, doprowadza kuchnię, Młodszą Prezes i siebie do jako-takiego porządku
- o 14:00 zaczyna z Młodszą Prezes nakrywać do stołu
- o 14:20 nie doczekawszy się Ojca Rodziny siada z Młodszą Prezes do obowiązkowego obiadu i daje dobry przykład jedząc, chociaż o wiele bardziej zamiast marchewki wolałabym połykać małe magiczne tabletki na wszelkie bóle i dolegliwości
- rzecz jasna w rezultacie zapomina je łyknąć
- około 15 do domu dociera Ojciec ze Starszą Prezes
- jedzą z apetytem, sprzątają po sobie baaaardzo połowicznie i podają umęczeni za wszystkie czasy na upragnionej kanapie Matki
- do 15:30 Prezesowe nadrabiają godziny rozłąki, kłócąc się, krzycząc, godząc, śpiewając, tańcząc, biegając, skacząc, śmiejąc się, płacząc i bawiąc w koniecznie głośne zabawy
- o 15:30 Matka odmeldowuje się z książką pod pachą, dyskretnie wycofując się w stronę sypialni
- Prezesowe idą w jej ślady, lądując (gotowe do czytania, ze swoimi książkami) w rodzicielskim łóżku kilka sekund przed nią...

Mogłabym Wam jeszcze napisać o deserze, grach, kolorowankach, piłkach, balonach, kolacji, lekarstwach, inhalacjach, kolejnym praniu, sprzątaniu pokoju dziecięcego, kąpaniu, wieczornych zwierzeniach, czytaniu na dobranoc, wyborze strojów na dzień następny, układaniu do spania i innych cudach o których chora Kobieta Nie-Matka nawet nie pomyśli. Ale prawda jest taka, że Ojciec Rodziny w końcu dostrzegł mój morderczy wzrok szaleńca, zwyczajnie zagarnął naszą dziatwę i dał mi się przespać bez perspektywy kolejnych obowiązków. I nawet mi przypomniał o lekarstwach, o których w szale codzienności nie jest tak łatwo pamiętać...

Czy tak jest zawsze? Pewnie, że nie. Ale przy dzieciach, w zdrowiu czy chorobie, po prostu nie da się "leżeć i pachnieć". Nasze obowiązki nie są takie same jak kobiet bezdzietnych i/lub pracujących od rana do nocy w jakimkolwiek zakładzie pracy. Fakt, mamy i takie dni, kiedy zamiast siedzieć za biurkiem 8 godzin, wygrzewamy się na słoneczku w działkowym ogródku. Nie oznacza to jednak, że my - domowe Matki - robimy cudne nic. Wierzcie mi, są takie dni gdy chętnie bym się zamieniła na trochę z Kobietą Nie-Matką 😉😅



Aneta z Beatą postanowiły zaprosić do akcji kilka Mam-blogerek, w tym mnie 😉, aby każda z nas napisała swoją "kartkę z kalendarza". Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji. 



⚛️ Mama Migotka

⚛️ Beztroska Mama 
⚛️ Tosia mama 
⚛️ Mamatywna 
⚛️ Pani Domowa
⚛️ Mama Balbinka



Jeżeli podoba się Wam pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych "kartek z kalendarza". Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko... Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.








5 komentarzy:

  1. Kiedy mama choruje jest chyba najtrudniej. Nie lubię patrzeć na smutną minę Tosi, która chciałaby się ze mną bawić, a ja nie mam siły ruszyć palcem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaak zdecydowanie kiedy choruję jest najgorzej. Człowiekowi pęka głowa, katar leje się z nosa a ból ściska gardło, żołądek lub brzuch a te małe istoty pragną naszego zainteresowania i opieki bez ustanku. I weź tu takiej odmów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy dzieciach nie można być chorym a już na pewno nie ma czasu na chorowanie. Życzę dużo zdrówka !

    OdpowiedzUsuń
  4. Chora matka to chyba najgorsza rzecz. O niczym innym się nie marzy jak o łóżku. Dziękuję Ci :) zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja dziękuję za to że mam męża który pomaga we wszystkim :) Ostatnio dopadło mnie przeziębienie i nawet wziął sobie wolne aby zająć się mały Bąbelkiem :)
    Gdybym miała zostać sama nie dałabym rady.

    OdpowiedzUsuń