Przed weekendem pisałam Wam, że eL. nagle zwariowała i zaczęła świrować przed pójściem do przedszkola KLIK. Najpierw była po prostu na "nie", potem winą obarczyła grupowe spacerki, aż w końcu pękła i wszystko się wyjaśniło - moje dziecko ma problem z... wycinaniem! ✂
Nie myślcie sobie, że nie nauczyłam mojego dziecka używać nożyczek. Radzi sobie całkiem nieźle. Jednak ubzdurała sobie ostatnio, że jej wycinanie nie jest idealne i potrzebuje pomocy. No to jej pomogłam:
1. Przede wszystkim rozmowa
Pogadałyśmy sobie od serca. Że przecież nie każdy musi wszystko umieć super ekstra i po to chodzi do przedszkola, żeby temat ogarnąć. I że niektórzy kiepsko kolorują, inni gorzej liczą, a chyba wszyscy mają buty na rzepy bo im się sznurówki mieszają 😉. I helloł - przecież ona jest z niższego rocznika, teoretycznie może się tego wycinania uczyć dodatkowy rok. No i oczywiście sto razy musiałam zaznaczyć, że bycie w czymś gorszym (choć akurat w wycinaniu to spokojnie jest na poziomie równolatków) nie oznacza, że jest się mniej lubianym. Oj, trochę tych argumentów musiałam powymyślać - łatwo nie było...
2. Poza tym wsparcie
Zaraz następnego dnia wybrałyśmy się obie na rozmowę do pani wychowawczyni. Sprawę przedstawiłyśmy i poprosiłyśmy o wsparcie przy pracach plastycznych, tudzież żeby moje dziecię klepnąć od czasu do czasu po plecach mówiąc "no no no, dobrze ci idzie". Pani stanęła na wysokości zadania jak prawdziwy zawodowiec - od razu (mimo ogromnego zdziwienia) odnalazła się w swojej roli i obiecała wesprzeć to moje dziecię ze wszystkich sił (pisałam już, że uwielbiam tą nową grupę?💗💗💗). Było mnóstwo przytulasków i zapewnień, że sprawę da się załatwić - bezpośrednio skierowanych do eL.
3. Praktyka czyni mistrza
Przedszkole przedszkolem, ale od czego się ma matkę artystkę? Jeszcze tego samego dnia wlazłam na polubioną i POLECANĄ stronę Moje Dzieci Kreatywnie i druknęłam kilka zestawów do ćwiczeń w wycinaniu. Żebyście widzieli minę eL. - cała w skowronkach! Ledwo ją spać położyłam. Już nie mogła się doczekać aby zacząć działać. Tak więc następnego dnia, po przedszkolu, wyjęła swoje ulubione nożyczki i zestaw kredek, i zagoniła mnie do roboty. Wycinałyśmy, kolorowałyśmy i miałyśmy sporo radochy. Na pierwszy ogień poszła zabawa we fryzjera - proszę uprzejmie, możecie podziwiać:
Owoce naszej pracy jutro przytaszczymy do przedszkola. Codziennie przynoszę do domu z dwa kilo makulatury (tudzież twórczości mego dziecia). Niech no tylko spróbują nie przyjąć owego podarunku. Jak na moje to prawdziwe dzieła sztuki. No i niech mi tylko ktoś napisze, że nie 😀
Mordko Ty moja ��
OdpowiedzUsuń:D :D :D
UsuńBardzo fajne podejście do radzenia sobie z problemami. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak poważne mogą być błahe z naszego punktu widzenia problemy dzieci.
OdpowiedzUsuńDzięki :) Staram się być mamą kreatywną ;) :D
UsuńZ tą makulaturą przynoszoną z przedszkola mamy tak samo. Początkowo było to kilka kartek, od pewnego czasu całe siatki. Jeśli chodzi o wycinanie to bardzo fajny sposób na jego usprawnienie.
OdpowiedzUsuńDobrze przynajmniej, że się rozpoczął okres grzewczy - nadmiar kilogramów podrzucamy dziadkom na rozpałkę do pieca :D :D
Usuńetap przedszkola dopiero przed nami:)Cholera! muszę sam nauczyć się wycinać z papieru:)
OdpowiedzUsuńHe he, to zdecydowanie polecam zabawę we fryzjera. Patrząc na zdjęcie - raczej papierowego ;) ;)
UsuńŚwietne podejście :D Znam z życia temat przynoszenia z przedszkola ton kartek,karteczek, a każda cenniejsza od najdroższego dzieła sztuki ;)
OdpowiedzUsuń:D Na szczęście Pani Wychowawczyni z uśmiechem przyjęła i nasze arcydzieła :D :D Więc przynajmniej na biurku mamy prześwity na puste miejsca :P
Usuń