środa, 23 listopada 2016

Siostrzana walka o... zabawkę


Jutro Em. ma imieniny. To zawsze dobry pretekst, by upiec babeczki i zaprosić babcie z dziadkami. Nie wyprawiamy dzieciom wielkiego imieninowego balu, ale kawa i ciacho zazwyczaj się u nas znajdzie. Wybrałyśmy się więc - Em. i ja - do sklepu po składniki. A tam, na środku głównej alejki - kosz z pluszowymi kotkami. I tak się właśnie zaczęła burzliwa historia, którą tu, dla Was specjalnie, spiszę...


Em. ma swojego rodzaju hopla na punkcie kotów. Posiada już swojego ulubionego szarego pluszaka z IKEI, z którym śpi i wszędzie go ze sobą taszczy. Ubranka - najlepiej w koty! A te prawdziwe? Kochać, tulić i nie opuszczać. Albo raczej jak się złapie nie wypuszczać... Tak czy owak miau to jej ulubione słowo. Zaraz po nie ;)

Nie mogłyśmy więc przejść obok owego kosza pełnego pluszaków obojętnie. Nie było krzyków i dramatów - raczej ogromny zachwyt i głośne wyrazy dozgonnej miłości, a wszystko to zawarte w jednym słowie miau. No i jak tu nie kupić takiej kotomaniaczce pluszaka za 12zł? No dobra - może Wy macie twardsze charakterki. Ja sobie wytłumaczyłam, że przecież to nie zachcianka za stówę no i jutro ma w końcu te imieniny... To i kota kupiłam...

Razem z nowym, ukochanym i po stokroć wycałowanym nabytkiem poszłyśmy po eL. do przedszkola. I już w szatni moje starsze dziecię zaczęło wykazywać delikatne oznaki zazdrości. Ale nic to, mówię sobie. A jej wytłumaczyłam, że to przecież prezent na imieniny.

Wytłumaczyłam jednak kiepsko, bo już w samochodzie eL. gwiznęła Em. kota sprzed nosa i musiałam ratować sytuację. Po szantażu emocjonalnym (oddaj jej tego kota albo idziesz do domu sama na pieszo) zabawka wróciła do właściciela. Nie na długo jednak, bo już w domu akcja się powtórzyła. Nie pomogły moje tłumaczenia, że to jest nowy prezent Em. Że obie mają mnóstwo innych zabawek. Że jak ona ma coś nowego ulubionego to też zbyt chętnie się nie dzieli...

Przez dobrą godzinę eL. próbowała kota niecnie przechwycić. A im bardziej kombinowała tym bardziej stanowczo Em. się buntowała. W rezultacie straciłam cierpliwość i posadziłam ją na karze, co oczywiście tylko zaostrzyło sytuację - bo przecież to niesprawiedliwe, że młodsza siostra nie chce się dzielić swoimi zabawkami ze starszą (czyt. dać jej do zabawy tą najnowszą, choć gdy starsza ma coś nowego to pilnuje przed młodszą jak oka w głowie) i że młodsza coś dostała a starsza nie (czyt. to co, że na imieninach starszej było na odwrót - przecież to było taaaaak daaaawno teeeemu...).




Ba! Em. chciała po swojemu ratować sytuację (ma naprawdę ogromne pokłady miłości i współczucia - nieraz sama jestem w szoku!) i przyniosła eL. na pocieszenie swojego ukochanego, szarego kota. I co? I nic, eL. wyła dalej. Bo przecież tak naprawdę nie chodziło o sprawiedliwy podział jeden kot na łebka, tylko o standardowe ja chcę to co Ty masz. I to teraz,

Po wypłakaniu hektolitrów łez i doszczętnym obsmarkaniu miejsca kary, starsze me dziecię w końcu było gotowe na rozmowę. I mimo, że moje argumenty wcale jej się nie podobały - w końcu zaczęła je akceptować. W rezultacie z wielkim fochem olała zabawę z młodszą siostrę i zajęła się swoimi "dorosłymi" sprawami.

No niestety, czasem jest u nas tak kolorowo. Wojna o zabawkę przytrafiła nam się nie po raz pierwszy i mocno podejrzewam, że jeszcze sporo przed nami... Znam rodziców, którzy wszystko kupują podwójnie. Nie tylko smakołyki na podwieczorek czy okazjonalnie identyczne bluzki. Ale WSZYSTKO - każdy sprzęt, każdą zabawkę, każdą pierdołę. Jakoś nie wyobrażam sobie, że zaczynam działać jak oni. Raz, że przecież każde (nawet bliźniacze) dziecko jest inne. Dwa, że średnio to uczy współpracy, dzielenia i zrozumienia o wyjątkowych okazjach, a w związku z tym i prezentach. Na szczęście nie jest u nas jeszcze tak fatalnie, żebym musiała się nad taką opcją zastanawiać...

A jak tam Wasze dzieci? Leją się między sobą czy rozwiązują sprawy dyplomatycznie? A może w ogóle ich to nie obchodzi? No ciekawa jestem...



13 komentarzy:

  1. Nasz synek lubi wszystkie zwierzątka (łącznie z muchami i pająkami ;) ) - ale do kotów również ma największy sentyment :) Wszystkiego najlepszego dla Solenizantki !

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój synek jest na razie jedynakiem więc wszystko jeszcze przed nami. A u mnie w domu rodzinnym też nie było tego problemu - mam sporo młodszego brata, więc nie mieliśmy okazji kłócić się o zabawki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mała różnica wieku zdecydowanie robi swoje... Ech ech.... ;)

      Usuń
  3. U mnie jedynaczka jak wiesz, więc nie ma się z kim lać , ale nie zawsze się chętnie dzieli jak przyjdzie koleżanka :)
    Zdecydowanie jest to zrozumiała sytuacja w przypadku, gdy pojawia się coś nowego, ale z kolei ta druga musi się nauczyć, że to prezent imieninowy, która każda dostaje raz w roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też jedynaczka, ale czasem np w sali zabaw robi się gorąco :D

      Usuń
    2. No właśnie - o ten prezent mi tu najbardziej chodzi. No bo pójdzie kiedyś na wspomnianą salę zabaw na organizowane cudze urodziny i co - będzie ryk i histeria? Po moim trupie!;P

      Usuń
  4. U mnie bitwy się zdarzają i ja się zwykle miotam między "daj siostrze / bratu nacieszyć się nową zabawką" a "może jednak się podzielisz?".
    A co do prezentów, to przyjął się u nas zwyczaj, że to dziecko, które nie ma święta, dostaje "prezent pocieszenia", wprowadzony przez babcie, mnie doprowadza do rozpaczy. Tym bardziej, że niedługo będzie trzeba kupować zawsze 2 takie prezenty i okazji też zrobi się więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nasi "dziadkowie" też to praktykują. I o ile kiedy przyniosą w ramach prezentu nowe skarpetki czy owoce nie protestuję, ale gdy widzę drogie zabawki albo - co gorsza - słodycze! to też mnie skręca w środku...

      Usuń
  5. U nas jest tak duża różnica wieku, że nie ma kłótni bo starszy brat to autorytet dla młodszego. A dodatkowo starszy potrafi obronić tego naszego malucha. A na koniec sto lat dla solenizantki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Między mną a siostrą jest 6 lat i też nie przypominam sobie wielkich działań wojennych ;) No ale między moimi babami niespełna 3 lata - czasem ciężko jest im cokolwiek wytłumaczyć. Emocje biorą górę i od razu wpadają w histeryczny płacz... Ale może jeszcze kilka lat i będzie tak jak u Ciebie :D

      Usuń
  6. ja mam tylko jedno dziecko, więc nie mam z tym problemu, aczkolwiek skoro mała nie ma rodzństwa, to zabiera wszystko nam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w takiej sytuacji to ja już wolę jak się leją o swoje zabawki... ;) ;)

      Usuń