No dobra - nie będę Was dłużej męczyć - wiem, że wszyscy chcecie poczytać o jedzeniu ;)
Teraz macie dwie opcje:
1. Przygotować sobie coś do chrupania, bo być może zaraz mocno zgłodniejecie;
2. Otworzyć sobie drzwi do kibelka, bo może Was trochę zemdlić...
No ciekawe, w której grupie się znajdziecie pod koniec czytania... i oglądania ;)
Z czym kulinarnym Wam się kojarzą Chiny? Zgadza się - ryż i pałeczki. U nas ziemniaki i widelec - u nich ryż i pałeczki. I o ile o ewentualny widelec (zamiast pałeczek) można było prosić bez skrępowania, to ryż... no cóż - był WSZĘDZIE!!
Mieliśmy to szczęście, że codziennie jadaliśmy w nowych miejscach. To znaczy śniadania zawsze w hotelu, a obiadokolacje na mieście, w różnych restauracjach. Pomiędzy stałymi posiłkami dzielnie próbowałyśmy tambylczych specjałów... ale o tym za chwilkę.
Żeby łatwiej się czytało (i oglądało) trochę (specjalnie dla Was) posegregowałam nasze żywieniowe doświadczenia!! Gotowi?
1. ŚNIADANIA
Mocno przypuszczam, że nasze hotelowe śniadania nie do końca były chińskie. Raczej takie pomieszane - trochę Azji, trochę zachodu. Tak więc do dyspozycji mieliśmy tosty, dżem, jajka sadzone i płatki z mlekiem (sojowym, rzecz jasna) ale też makaron z warzywami, gotowaną kukurydzę i bakłażany, oraz podejrzane robaczki i chińskie bezsmakowe kluchy i placuszki. I kiełbaski z baraniny.
No i ryż - obowiązkowo!! My (biali) jedliśmy raczej śniadania na zimno, oni (nie-biali) raczej na ciepło. My chcieliśmy jajko na tosta, oni jajko z (nieodłącznym chyba?!?) obowiązkowym sosem sojowym.
Dodatkowo do dyspozycji mieliśmy również owocowo-warzywny bar sałatkowy. Owoce raczej puszkowe (brzoskwinia, ananas) i wszechobecny arbuz. Z warzyw to też raczej mało - świeży ogórek, pomidorki koktajlowe, cebula, kukurydza w ziarenkach, sałata. I tyle. Za to sosów - przynajmniej ze cztery. Niestety większość na słodko - też standardowo...
Na szczęście pałeczki nie były wymagane - ba! Przy każdym talerzu odgórnie leżał komplet sztućców!
Pewnym utrapieniem był... brak nabiału. I to nie tylko na śniadaniach, niestety. Ja lubię sery, twarogi, jogurty, mleko (i mleczną czekoladę, he...), a w Pekinie - wszystkiego jak na lekarstwo. Serów nie uraczyliśmy ani razu - mój żółto-serowy mąż by ostatecznie umarł z głodu ;) ;)
2. OBIADOKOLACJE
O ile śniadania jedliśmy w stylu tradycyjnym (prostokątne stoły, stół szwedzki), o tyle do reszty posiłków musieliśmy się "troszkę" przyzwyczaić...

Ogólnie za każdym razem było z 10-12 różnych dań i - o dziwo! - wszystkie możliwe do zjedzenia pałeczkami!! Pod koniec imprezy naprawdę większość wycieczki umiała się nimi obchodzić - w tym ja :D (zdarzyło nam się nawet jeść urodzinowy tort pałeczkami! I co? I poszło sprawnie, że ho ho!! :))
Smakowało mi też prawie wszystko. Z kilkoma zastrzeżeniami:
- głupio jest jeść ziemniaki jako warzywo... dodatek do ryżu...
- naprawdę nie muszę do wszystkiego dodawać sosu sojowego. A już szczególnie jajecznica na grzybkach się bez niego obejdzie...
- frytki ze słodkich ziemniaków (batatów) to nie jest to samo co frytki ze zwyczajnych pyrów...
- nie koniecznie muszę jeść tak, żeby wypalało mi gardło... i przełyk... i wnętrzności...
![]() |
Smakowało? I to jak!! :D |
3. FAST FOOD
Chiny - kraj w którym wszystkiego musi być najwięcej - to raj fastfoodowy. A przynajmniej Pekin. No a jego centrum to już w ogóle. KFC, McDonald, Pizza Hut, Subway - normalnie na każdym rogu! Podobnie jest z popularnymi - ogólnoświatowymi - kawiarniami. Jednak o ile kawy były pyszne jak u nas, to fastfoody... zupełnie inna bajka!
Ja wiem, że fastfoodowe sieciówki w każdym kraju wyglądają inaczej. Ale naprawdę zaskakująco jest na przykład wejść sobie do KFC (skądinąd przeze mnie uwielbianego) i zamiast frytek mieć w ofercie... ryż...! Fryty też były, ale jakoś tak... dodatkowo ;) A w Subwayu zamiast kanapek zestaw przeróżnych zupek ;)
Zupełnie inna sprawa wygląda z hot-dogami. Raz, że parówy podawane są bez bułki za to na patyku, dwa, że... no nie do końca wiadomo co tak naprawdę kryje się pod nazwą hot-DOG... W smaku było to coś niespecjalne - bo słodkawe. W konsystencji natomiast gumowate z nieprzyjemną flakowatą skórką. Chińczycy to jedli masowo, a dzieci to już dosłownie wszędzie - ja spróbowałam i no cóż... Nie otrułam się, ale... wolę jednak ryż ;)
Dobra mina do... no naprawdę fatalnej przekąski... |
4. TARG ŻYWNOŚCI
Teraz na wszelki wypadek jednak chwilowo odstawcie wszelkie przekąski... Otóż tak - w planie wycieczki była wizyta na chińskim targu żywności, gdzie oprócz góry sezamków, kolb kukurydzy i mega słodkich szaszłyków z owoców oblanych chyba trzystu-procentowym cukrem (jedno maleńkie winogronko zaspokoiło mój popyt na cukier na trzy dni...!) można było spotkać... wszystko!
Owocowe, mega-słodkie szaszłyki |
Mieliśmy to szczęście, że nie było smogu za to lekki przymrozek, więc nie musieliśmy zbyt intensywnie wdychać podejrzanych zapachów. No bo naprawdę - latem to musi tam ostro dawać czadu...! Ale że my byłyśmy zimą, to spokojnie przeszłyśmy się wszystkimi uliczkami.
Wcinam krewetki :D |
Tak więc miałyśmy do dyspozycji między innymi:
- krewetki,
- ośmiornice,
- koniki morskie,
- różne skorupiaki
- rozgwiazdy,
- żaby,
- jaszczurki,
- jedwabniki,
- węże,
- ślimaki,
- małże,
- skorpiony,
- gołębie...
No i tak bardziej tradycyjnie - drób, wieprzowina, wołowina, baranina - najczęściej w postaci szaszłyków.
Podobno również można było tam uświadczyć i psiny i kociny (???), ale cichaczem, spod lady - jednak nikt nam jej nie proponował, więc nie potwierdzę...
I jak tam Wasze apetyty?? :D
5. KACZKA PO PEKIŃSKU
Na koniec - co by Was nie zostawiać z ewentualnymi mdłościami - słów kilka o prawdziwie chińskim rarytasie! No słuchajcie - pychota!!
Samo jej przygotowanie wymaga czasu i precyzji, ale o tym to sobie już poczytajcie w książkach kulinarnych ;)
Warzywne dodatki do Kaczki po pekińsku |
Sos do Kaczki po pekińsku |
Prezentacja: "jak to wszystko złożyć w całość" :D |
I jak tam?
W której grupie jesteście??
Umarlibyście z głodu
czy bylibyście w kulinarnym raju??
:D :D :D
Po więcej zdjęć zapraszam na moją stronę na fb:
Ale ten sos do kaczki wygląda jak ...
OdpowiedzUsuń... jak czekolada ;) Prawda? :P :P :P
UsuńSkusiłam się na jedwabniki ;) Całkiem dobre, dużo lepsze od chińskich parówek (nie wiedziałam, że parówkę da się tak zepsuć;). Za to kaczki po pekińsku nie próbowałam, w takim razie mam po co tam wracać.
OdpowiedzUsuńMi tak smakowała, że wrócę razem z Tobą :D :D Ta kaczka, w sensie. Bo parówka to naprawdę ochyda...!
UsuńWow, czyli serio trochę mnie ominęło ;)
UsuńLubię takie artykuły.
OdpowiedzUsuń