środa, 30 marca 2016

Moja mama jest pedantką!

Nie, nie, tytułowa "mama" to nie ja. Dziś czytamy dosłownie - "moja mama" to moja mama...

Mam nadzieję, że mieliście cudowne Święta! Że mimo chorób (jak u nas), zawirowań finansowych (jak u nas) i pewnych rodzinnych... hm... nieprzyjemności (jak u nas) spędziliście ten czas w radości, miłości i (świętym!!!) spokoju!

I teraz się przyznajcie - kto szalał przed? Ze sprzątaniem, zakupami, gotowaniem...? No kto?

Ja nie! Raz, że naprawdę miałam chore dzieci (czyt. jęcząco-marudząco-potrzebująco-pragnące-uwagi-non-stop-małe-ukochane-stworzonka), dwa, że mam (pewnie dożywotnio) mamę-pedantkę. A taka to dopiero może obrzydzić sprzątanie!

Należę do grona osób, które nie muszą ciągle sprzątać i organizować sobie przestrzeni, żeby oddychać. Bardzo pomaga fakt, że przy moim milionie alergii na rzeczy wszelakie, na kurz akurat jestem odporna, he. Natomiast moja mama... no cóż.

Teraz, gdy jest już starsza, męczą ją pewne bolące choróbska i ma ciut gorszy wzrok już tak nie wymyśla. Ale kiedyś... no miałyśmy z Siostrą i tatą przechlapane!

U nas w domu musiało być jak w muzeum. Sprzątało się generalnie codziennie, a co piątek to już w ogóle był rytuał pucowania wszystkiego na błysk. Nienawidziłam piątków - już będąc w małżeństwie na swoim miałam swojego czasu głupią obsesję "piątkową", że przecież musimy sprzątać (mąż mnie szybciuchno wyprostował w tej kwestii, he).

Moja mama musiała mieć wszystko wysprzątane pod sanepid. Broń Panie Boże, żeby na lustrze były smugi a na oknie zacieki od deszczu! Z kibelka można było jeść, dywany nie uświadczały pruszków a piekarnik służył za lustro... Z Siostrą musiałyśmy mieć nieskazitelny porządek w zabawkach, książkach i przyborach szkolnych, o ciuchach nie mówiąc. A jak nie? To sru wszystko z szafy na podłogę... Żebyście widzieli mojego taty narzędzia!! Jak w sklepie - taki ład i organizacja. 

Nieraz słyszałam od naszych gości wyrazy zdumienia: jak tu czysto, ale ładnie, ale porządek! Dopiero regularni goście przekonywali się, jakim kosztem owy ład i porządek zostawał osiągnięty... Podpowiem Wam - bardzo dużym. Nawet nie wyobrażacie sobie ile łez zostało wylanych, bo trzeba było zostać w domu i szorować łazienkę (po sufit) zamiast iść do koleżanki na urodziny. W podstawówce...

Tak więc, mimo że na kurz alergii nie mam, to na sprzątanie już bardzo! I na porządkowych pedantów też. Tych takich na maksa, jak moja mama. U których mania sprzątania przerodziła się w straszną paranoję uprzykrzającą życie najbliższych... dzieci...

Nie, nie jestem brudasem. Nie lubię kąpać się w brudnej wannie (a kąpać bym się mogła trzy razy dziennie), mieć jedzenie w dywanie czy klejący stół. Mimo to, nawet jeśli jakaś część domu wymaga drastycznych posunięć czyszczących, nie wpadam z tego powodu w depresję i stres. Brud nie zając... No chyba, że jedzenie na dywanie - wtedy faktycznie może zniknąć... w buzi Em. ;)

I nie lubię bywać u kogoś, kto podaje mi ciasto z sierścią psa/kota i ma sztywny od brudu ręcznik w łazience. Tylko uwaga: "nie lubię bywać u kogoś" to nie to samo co "nie lubię kogoś"...! To nie mój interes jak ktoś organizuje sobie przestrzeń życiową, póki jest bezpieczny i zdrowy (nikogo praktykującego chorobliwe zbieractwo osobiście nie znam, na szczęście....).

Staram się jednak nie brudzić komuś. Ani nadmiernie sobie. Bo lubię, gdy jest czysto. Tylko że nie od razu tak, jak w muzeum czy izolatce...



Przyznajcie się - kto szalał przed Świętami? Ze sprzątaniem... No kto? 
I po co...?

10 komentarzy:

  1. Przy małych dzieciach utrzymanie perfekcyjnego porządku graniczy z cudem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, no widzisz - moja mama potrafiła! Nadal po prawie każdej naszej wizycie myje okna (od dziecięcych łapek) albo pierze firanki (j.w.). Teraz mam już to gdzieś (niech im przestanie wciskać łakocie to i brudnych łapek nie będzie), ale jak sama byłam mała... no horror...

      Usuń
  2. Ja nie sprzątałam, tylko z grubsza ogarnęłam mieszkanie, bo przy dwójce młodych to dosłownie syzyfowa praca, a ja też do pedantek nie należę ;) Choć mój K chciałby by wszystko się błyszczało, no ale jak chce to niech pucuje:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to mam napady sprzątania "na coś" - wyszorować piekarnik, posprzątać ciuchy w szafie, poukładać książki na półce. Ale nie potrzebuję na to okazji, tylko nastrój. A mój Ka. to może i nawet by chciał mieć posprzątane jak i Twój - ale szybko mu przechodzi gdy dostaje mopa i wyszczególniam mu potencjalne zakamarki do ogarnięcia :P ;)

      Usuń
  3. Czytając Twój wpis śmiałam się sama do siebie i zastanawiałam czy to pisałaś Ty czy ja- tez mam taka mamę i tez dzięki takiemu jej zachowaniu awersje do sprzątania- znam to o czym piszesz bardzo dobrze :)Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, no niestety - takich Mam na świecie jest o wiele więcej! Pocieszam się, że i my nie jesteśmy same ;)

      Usuń
  4. O ja w tym roku odpuściłam bardzo mocno :)
    Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogę mieć bałagan w święta, a jednak... nie zrobiłam wszystkiego i przeżyłam i jest ok :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że można? I świat się nie zawalił, ani nic... ;)

      Usuń
  5. Podobno tylko nudne kobiety mają czyste domy ale odkąd mam psa, dwójkę dzieci i świnkę to marzy mi się czysty dom.
    A,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... po części Cię rozumiem, też bym chciała mieć porządek - ale mam tu na myśli brak zabawek w każdym pomieszczeniu i zero żarcia wdeptanego w dywan ;) Natomiast nie mam chorej potrzeby (jak moja mama) mycia co tydzień okien ;) ;) I zupełnie nie przeszkadza mi kurz leżący na najwyższych szafach, he ;) ;) Ale kto wie - może świnka i pies zmieniliby mój światopogląd... ;) ;)

      Usuń